niedziela, 27 lutego 2011

      Jeśli „Lekka komedia” Eduardo Mendozy była jedną z najlepszych książek, jakie zdarzyło mi się przeczytać w swoim życiu to „ Wiwisekcja” White’a jest poza wszelką konkurencją.
Akcja toczy się w dwudziestowiecznej Australii. Głównym bohaterem jest Hurtle, którego poznajemy jako małego chłopca pochodzącego z biednej rodziny. Dzięki wrodzonej inteligencji i poświęceniom matki chłopiec umie czytać, pisać i przede wszystkim malować. Z powodu ubóstwa zostaje sprzedany bogatej rodzinie, której biologiczna córka jest ułomna fizycznie. Tego wyboru nie mógł zrozumieć ani też wybaczyć swoim rodzicom. Jednocześnie ból, który odczuwał był siłą napędową jego wyborów. To dzięki niemu wyzwolił się spod wpływu przybranej matki, dla której był lalką grającą przedstawieniu, które chciała reżyserować.
Drugą o wiele ważniejszą siłą były kobiety. One go napędzały, wzbudzały w nim pożądanie, ale też i odrazę. Wielokrotnie zmaga się z uczuciami do nich, jest zagubiony a niekiedy zdeterminowany. Raz chce zadać ból, innym razem chce zaimponować. Kobiety są wyznacznikiem jego twórczości. Hurtle stał się artystą wbrew wszystkiemu i wszystkim. Jego obrazy malowane są sercem i zbędne tutaj są nieruchome modelki czy wielogodzinne sesje w plenerze.

Autor swoim piórem potrafi opisać każdy zapach, widok, minimalną zmianę na twarzy. Dzięki narratorowi, który przedstawia tok myślenia głównego bohatera w tzw. mowie pozornie zależne ja jako czytelniczka mogłam przejąć jego sposób patrzenia na świat. Kiedy przepełniał go ból z powodu odrzucenia ja również to czułam tak samo jak radość z powodu dobrze przeżytego dnia.

„Wiwisekcja”. Co to tak naprawdę znaczy? To nazwa eksperymentu, który przeprowadza się na żywych zwierzętach. Pisarz nie tylko przeprowadzają na swoim bohaterze, którego życie dane jest nam obserwować od wczesnej młodości do późnej starości, ale również i na Nas – Czytelnikach. To książka o ludzkiej naturze przepełniona gorzkimi wnioskami.

Cokolwiek bym nie napisała to zawsze będzie za mało. Będąc świadomą geniuszu, z jakim przyszło mi obcować i swoich niedoskonałości wobec niego (co też i widać w powyższym tekście) jedyne, co mogę zrobić to zachęcić Was byście zechcieli poświęcić Mu kilka długich wieczorów. Naprawdę warto. W tej książce wszystko jest niezwykłe, przemyślane, dopracowane do ostatniej kropki. Książka do której będziecie powracać wiele, wiele razy zupełnie jak ja.

6 komentarzy:

Agnes pisze...

Do licha - czytałam to, ale nic a nic nie pamiętam :(
Pewnie to było bardzo dawno temu.

Maya pisze...

Już od jakiegoś czasu mam w planach, bo spotkałam się z samymi zachwytami i pozytywami na temat tej książki :).

Skarletka pisze...

A ja nie dałam rady. Ale nie dlatego, że mi się nie podobało, tylko objętość książki mnie pokonała. Mam ją w planach na urlop :)

Anonimowy pisze...

Mam ją na półce od lat, spróbuję po nią sięgnąć wreszcie. Czytałam coś innego tego autora, ale podobnie jak Anges, nic już nie pamiętam:(

Miss Jacobs pisze...

Agnes,
Nie wiem jak można nie pamiętać tej książki, ale to oczywiście moje subiektywne odczucie.

Maya,
Ogromnie zachęcam do zapoznania się z jego prozą.

Skarletko,
Objętość faktycznie spora i na pewno nie jest to książka do noszenia w torebce. Ja również przeczytałam ją z „okazji” chwili wolnego.

Padmo,
Więc na co czekać? Do boju!

Balianna pisze...

Ten geniusz czeka na mojej półce i również straszy objętością ale po takiej recenzji będzie to pewnie kolejna ksiązka do przeczytania (albo jak uporam się z sesją egzaminacyjną)