Miejsce na dziś - Makanyane Safari Lodge



Wszystko co najlepsze w jednym miejscu, wprost idealnym na wymarzoną podróż poślubną. 8 luksusowych apartamentów w środku afrykańskiej przyrody. Jednocześnie może tam przebywać tam tylko 16 gości, prywatność i dyskrecja zapewniona. Ozdobny kominek i wielkie okna pozwolą na niezapomniane przeżycia.
Ten cud architektury znajduje się w południowej Afryce, obok rezerwatu Madikwe i rzeki Marico. Gdy już Wam się znudzi leżenie przy basenie, możecie się wybrać do Johannesburga, to zaledwie 3-5 godzin jazdy samochodem.
Mogłabym pisać dalej, ale lepiej żebyście to po prostu zobaczyli.





źródło zdjęć oraz miejsce dodatkowych informacji: http://www.makanyane.com/

Konkurs - druga tura




Nadeszła chwila drugiego etapu, a razem z nią miła niespodzianka. Do wygrania nie tylko Terzani, ale też i Magdalena Samozwaniec. Nie przedłużajmy więc. Zapraszam do zapoznania się z zasadami. 


1. Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na pytanie.
Pytanie dla chętnych wygrać audiobook Magdaleny Samozwaniec: 
Ideał partnera/partnerki. Każdy ma swój, ale jak i dzięki komu się ukształtował?


Pytanie dla chętnych wygrać audiobook Tiziano Terzaniego:
W jakim kraju chciał(a)byś zamieszkać i jakie pytania przede wszystkim zadał(a)byś jego mieszkańcom?


Forma i długość odpowiedzi dowolna. 


2. Aby wziąć udział w konkursie należy polubić dwa profile - mój oraz Biblioteki Akustycznej - na Facebook'u
3. Każda osoba może się zgłosić swoją kandydaturę do obu nagród.
4. Odpowiedzi można zostawiać w komentarzu lub przesyłać na adres miss_jacobs@o2.pl
5. Prace można wysyłać do niedzieli, do godziny 23:59:59
3. Adres podany przez zwyciężców zostanie wykorzystany tylko do celów wysyłkowych. 

POWODZENIA!

Taniec ze smokami. Tom I - George R. R. Martin


    Zawiedziona. To odpowiednie słowo po skonfrontowaniu oczekiwań z rzeczywistością. Fantastyczna lektura „Ostatniego rejsu Fevre Dream” i serial na HBO (Oczywiście zakładam, że niektóre wątki uległy zmianie na potrzebę ekranizacji, niektóre dodano, inne odjęto, ale przecież musiała być dobra baza, by powstał dobry serial – a tak było w tym przypadku) rozbudziły mój apetyt na więcej, więc postanowiłam sięgnąć po „Taniec ze smokami” G. R.R Martina. 

Tak, wiem, że najlepiej czytać wszystko po kolei. W przypadku fantastyki jest to szczególnie ważne, bo autorzy zwykle nie mają tendencji do przypominania czytelnikowi o tym, co było wcześniej. Jednak zaryzykowałam i przegrałam, nie do końca ze swojej winy.

Niestety w tej powieści występuje przerost treści nad formą. Tej pierwszej jest naprawdę duuuuużo, nie miałabym nic przeciwko, gdyby ona miała sens, ale nie ma. Pan Martin jest tutaj mistrzem lania wody, jestem przekonana, że najdłuższe zdanie wielokrotnie złożone zmieniłby w jeszcze dłuższe. Tym samym mamy opisy zmieniania garderoby długie niczym pas do kimona, liczenie zapasów i ich smakowanie. Sami przyznacie, że to byłoby akceptowalne na początku serii, nie w jej środku.

Bohaterowie przychodzą i odchodzą. Przyznaję, że nie jestem w stanie wymienić wszystkich stałych i nowych. Nie przeszkodzi mi to jednak w powiedzeniu, że nie zgadzałam się ze sposobem ich kreowania. Jednokrotnie wybierałabym inne rozwiązania, ale to nie do mnie przecież należało.

Oddając cesarzowi co cesarskie, muszę przyznać, że jest mistrzem nie tylko lania wody, ale też i pióra. Jego słowa się wręcz połyka, jest zgrabnie i powabnie. Książkę przeczytałam w 3 wieczory i życzyłabym sobie, by wszystkie nużące książki tak szybko się czytało. Zakończenie w gruncie rzeczy wynagrodziło te godziny brnięcia w niewiadomą. Przerwano (jak zawsze ponoć) w najciekawszym momencie, jednak to za mało bym chciała kontynuować swoją przygodę z Martinem i poznać wcześniejsze tomy.

Przynęta - José Carlos Somoza


    Nawet najbardziej zaawansowana technologia nie jest w stanie przewyższyć ludzkiego umysłu. Ten nie potrzebuje prądu, zaawansowanych programów i stale zwiększanej mocy obliczeniowej, sam w sobie jest doskonały. Nic więc dziwnego, że to właśnie na nim bazują madryccy policjanci. Profile psychologiczne skupiają się przede wszystkim na filiach, słabych punktach.
Zamiast wymyślnych programów komputerowych w celu złapania przestępcy korzysta się z przynęt. Szkoli się je na podstawie dzieł Szekspira, bo ten jest przecież mistrzem od ludzkich żądz. Jak w każdym zawodzie, istnieją najlepsi z najlepszych. Jedną z nich jest Diana Blanco. Jej zadaniem jest schwytanie Widza, najgroźniejszego zwyrodnialca, z jakim miano do czynienia. Stawka jest podwójnie wysoka, kolejną ofiarą może być jej rodzona siostra. Od tego momentu rozpoczyna się gra z czasem, gdzie każda minuta działa na niekorzyść. 

Przyznam się, że na początku „Przynęta” mnie nużyła. Potrzebowałam czasu by nabyć wprawy w stosowanych przez niego określeniach, oswoić się z wykreowanym światem i jego regułami. Nie ulega wątpliwości, że wykształcenie zawodowe – psychiatria – odcisnęło piętno na twórczości autora i sposobie kreowania postaci. Somoza znalazł drogę do najczarniejszych zakamarków ludzkiej psychiki, przemierzał ją razem z czytelnikiem, strona po stronie.
Gdy jednak oswoiłam się z charakterystycznym stylem pisania i poczułam się swobodnie w hiszpańskich realiach, odczuwałam już tylko masochistyczną przyjemność. Z jednej strony fragmenty, które wstrzymywały akcję oddechową z powodu nagromadzenia drastycznych szczegółów, z drugiej zaś ogromna ciekawość tego, co będzie na następnej stronie. 
Nic nie jest tu oczywiste i takie, na jakie wygląda. Liczne maski i ułudy zniekształcają literacką rzeczywistość, dzięki czemu zakończenie dosłownie wciska w fotel. 

Pisarz stworzył powieść niesztampową, której omawianie wiąże się z tzw. Spojlerowaniem, a to z kolei może zmniejszyć Wasze emocje podczas czytania. Dlatego ograniczę się do polecenia i zastrzeżenia, że nie jest to lektura na poranną jazdę środkami komunikacji miejskiej. Ile dacie od siebie, tyle dostaniecie w zamian.

Uciekinier - Daniel Silva


    Dobrze być kobietą. Naprawdę. Wszelkie próby zmiany tego faktu spalają na panewce. Przykład? Próba przeczytania „Uciekiniera” Daniela Silvy. Męski świat agentów - jeśli nie wyglądają jak Daniel Craig w roli Bonda i nie są nim we własnej osobie - zupełnie do mnie nie przemawia.

Izraelski agent, który zamieszkał we włoskim miasteczku wraz z żoną. Po licznych i niebezpiecznych przygodach może oddać się temu, co lubi najbardziej – odrestaurowywaniu obrazów. Chiara, która również była agentką, wchodzi w rolę przykładnej pani domu marzącej o dziecku. Gdy wszystko zmierza ku dobremu, okazuje się, że miłosierdzie wcale nie popłaca. Człowiek, któremu darowano życie, przysparza kolejne problemy i trzeba nim zaradzić....

Co było źle?
Przede wszystkim intryga. Zbyt banalna i oczywista. Nie wykracza poza walkę dobra ze złem.
Stereotypowi bohaterowie, w szczególności główny. Allon - bo tak właśnie się zwie – był zbyt idealny, nie posiadał żadnej skazy, nie przezywał ani jednego konfliktu moralnego. Zdecydowanie brak mi było dwuznaczności w wykreowanych postaciach.
Styl również mało przekonujący, książka dłużyła się niemiłosiernie. Ani się nie popłakałam (No może nad własnym losem), ani nie uśmiałam, ani nawet nie bałam, o wzruszeniu nie wspomnę.

Krótko i na temat. Im mniej czasu poświęcę na recenzję słabej książki, tym więcej będzie miała na przeczytanie tej dobrej.

Ziarna bogactwa. Pięć roślin, dzięki którym powstały fortuny - Henry Hobhouse



    „Gdybym był bogaty...” – Nie ma człowieka, któryby choć raz tak sobie nie zanucił. Kilku naprawdę się udało dzięki 5 nadzwyczajnie zwykłym roślinom. Na ich bazie powstały nie tylko rodzinne fortuny, ale również państwowe potęgi. 

Drewno, winorośl, kauczuk, tytoń i kawa. Układamy panele, spędzamy romantyczne wieczory, jeździmy na rowerach, palimy i pijemy czarne złoto. W tych codziennych czynnościach skrywa się pot milionów na całym świecie, relacje dyplomatyczne i przede wszystkim historia ludzkości. Większość roślin potrzebowała specjalne opracowanych technologii, aby zwiększyć wydajność produkcji i zaspokoić stale zwiększający się popyt, wytyczając przy tym nowe szlaki myślenia. Są jednak takie, których dopiero brak doprowadził do prawdziwych fortun i nieprzewidywalnego rozwoju przemysłowego. 

„Ziarna bogactwa” nazwałabym raczej zbiorem esejów niż książką w ogólnym pojęciu tego słowa. Od małych ziarenek, przez metody produkcyjne, do zastosowania i skutków – politycznych, ekonomicznych, socjologicznych. Barwnie i prosto, po raz kolejny można się uczyć poprzez zabawę. Hobhouse wyciąga anegdoty niczym królika z magicznego kapelusza.
Jest skoncentrowany na zależności amerykańsko-angielskiej, czasem tylko wypływając na szerokie wody – tak jak w przypadku upraw kauczuku i kawy. Cóż, tu też sprawdza się maksyma największych biznesmenów, że liczy się przede wszystkim lokalizacja, niezależnie od skali – międzykontynentalnej czy krajowej.

To kolejna książka z serii Spectrum, która faktycznie ukazuje cały wachlarz powiązanych ze sobą zagadnień. Kolejna, której nie sposób nie chwalić za formę i przyjazne podejście do odbiorcy.

Viagra mać - Rafał A. Ziemkiewicz


    W moim pokoleniu popularną odpowiedzią na pytanie o zainteresowania jest muzyka. Przy próbie pogłębienia tematu okazuje się, że zainteresowanie to w rzeczywistości jedynie słuchanie. Poglądy polityczne? Brak, polityka jest złem ostatecznym. Większość myśli o niej tylko jako formie zlikwidowania własnego bezrobocia. Nie przeszkadza to jednak w piętnowaniu głupich Amerykanów i nic to, że u nas też tacy są. Zaradzić temu mogą felietony Rafała Ziemkiewicza, zebrane pod nonszalancką nazwą „Viagra mać”. Nie będzie to lek na całe zło, ale dobry początek kuracji odwykowej. 

W felietonie można napisać wszystko, co tylko rzeczywistość przyniesie pod nogi. Na brak tematów narzekać nie można. Polityka, korupcja, poczucie patriotyzmu, nadzwyczajna głupota, manipulacja jakiej co dzień dokonują media, Oscarowe parodie i wiele innych, które porusza dziennikarz.

Ziemkiewicz nie zamierza próbować przypodobać się komukolwiek. Nie będzie pozował do wspólnych zdjęć, abyście kupili jego książkę. Ma za to silną osobowość, inteligencję i ogromne poczucie humoru, które daje o sobie znać ku uciesze czytelnika. 
Ta charyzma, jakaś zażartość w wyrażaniu swoich poglądów połączona z rzeczowymi i przemyślanymi argumentami, sprawiają, że ciężko się oprzeć pokusie przytaknięcia. Dla wielu czytelników te teksty mogą być objawieniem, dla innych będą truizmami, napisanymi w odświeżony sposób. Zachwycałam się  i jednocześnie też z wieloma poglądami się nie zgadzałam; wtedy - zamiast się obrażać i odkładać książkę na bok jako wyraz protestu - miałam okazję wysilić swoje zwoje mózgowe, próbować znaleźć równie sensowne kontrargumenty. 

Istnieje spore ryzyko przejedzenia. Autor zna się na swojej robocie, jest mistrzem wśród rzemieślników pióra. Do tego jeszcze forma, felieton zwykle krótki. Nic tylko czytać, nawet do białego rana.  Warto jednak powstrzymać apetyt i delektować się, zamiast jednej nocy lepiej mieć 116 dni (specjalnie policzyłam!).

To nie jest pozycja do jednokrotnego przeczytania i odłożenia na półkę. Felieton opisuje jakiś wycinek rzeczywistości, a co za tym idzie oddaje też nastroje społeczne. Twórca jest reprezentantem ugrupowania ideologicznego i jego poglądy przelewa na papier. Za 10, 20 lat to będzie świetne źródło historyczne – o wiele atrakcyjniejsze od nudnych podręczników. 

Jedyny minus to brak chronologii. Niestety nie pofatygowano się, aby opublikowane już teksty przypisać do konkretnego dnia i roku, nie mówiąc już o tytule pierwotnego nośnika. Można mieć nadzieję, że przy kolejnym wznowieniu ta niedogodność zostanie zlikwidowana.

Podsumowując:
Znakomite teksty, które uprzyjemnią dzień i zmuszą do polemiki z autorem. Warto przeczytać niezależnie od poglądów, bo rzadko się zdarza mieć do czynienia z faktami zamiast mrzonkami.

Biedny Tom już wystygł - Mauren Jennings


Do pewnych bohaterów literackich wracam jak do starych znajomych. Wiem czego się po nich spodziewać, naprawdę rzadko mnie zaskakują. Właśnie taka relacja łączy mnie z detektywem Williamem Murdochem, bohaterem kolejne książki Maureen Jennings.

Kanada, epoka wiktoriańska. Młody konstabl Wicken zostaje znaleziony – a właściwie jego ciało – w opuszczonym domu. Między jego udami znajduje się broń, zaś obok liścik sugerujący złamane serce. Niecierpliwy i pyszałkowaty koroner chce jak najszybciej zakończyć sprawę, nie odmawiając sobie przy tym przyjemności z poniżania Murdocha. Sprawy nie pomagają rozwiązać świadkowie, nad których przydatnością i wiarygodnością można by debatować. Mimo wyroku orzekającego samobójstwo pozostaje masa wątpliwości i pytań bez odpowiedzi. 
W domu znajdującym się niedaleko miejsca zbrodni mieszka rodzina Eakinów. Gdyby zechcieć napisać o nich sagę, byłaby to niekończąca się opowieść o żalu, nienawiści, zazdrości i pałaniu chęcią zemsty; miłość występowałaby jedynie w bajkach czytanych przez małego chłopca – który był tak mało znaczącą postacią, że nie zapamiętałam jego imienia. Jedyną normalną – choć wszyscy przekonują, że jest inaczej – jest Peg. Żona pana domu, po traumie związanej ze śmiercią jedynego syna, „dla swojego dobra” zostaje przeniesiona do domu dla psychicznie chorych.

Jaki związek ze śmiercią konstabla ma rodzina Eakinów? Czy Murdochowi uda się potwierdzić tezę o samobójstwie, czy może znajdzie przekonujące dowody morderstwa? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Najważniejszy w książkach M. Jennings jest klimat. Widać dużą pracę wykonaną w celu poznania realiów epoki i przelaniu ich karty powieści. Zwraca uwagę na tkaniny, z których wykonane są stroje, informuje o stanie stomatologii oraz sposobach na kontrolowanie młodych i niekiedy psotnych stróżów prawa. Dokonania w dziedzinie kryminologii moglibyśmy dziś nazwać skandalicznymi. Wszystko robiło się niemal na oko, zapominając często o logice. Morderstwo idealne nie musiało być sztuką, wystarczyła do tego brawura. 

Ponieważ pisarka wiernie trzymała realiów, jej postacie są schematyczne i przewidywalne. Nawet osobiste przekonania detektywa nie były w stanie tego zmienić. Społeczeństwo jest mocno zhierarchizowane i mizoginiczne. Nieustanna chęć władzy nad kobietami i traktowanie ich jako gatunku gorszego sortu, uprzedmiotowienie, które wcale nie wydaje się być tak dalekie od dzisiejszego.

W tej powieści, niestety, Murdoch wniósł się na wyżyny bezbarwności. Mimo widoku niejednego miejsca zbrodni, panicznie boi się wizyty u dentysty. W miłości jest jak tancerz z dwiema lewymi nogami. Brak mu odwagi; jest jakby zawieszony między przeszłością – obowiązkiem wobec zmarłej żony – i marzeniami o przyszłości, która nigdy nie będzie mieć miejsca przy jego tempie decyzyjnym. Ma się wrażenie, że William chodzi wpatrzony w chodnik, pozbawia się widoku pięknych pałaców i nieustannie wpada na latarnie.

Rozczarowuje też intryga, która intrygą nie jest. Od samego początku wiadomo, co się stało, tylko nie wiadomo jak dokładnie. Powód śmierci młodego konstabla też można wydedukować, autorka nie próbuje tu nawet zmylić czytelnika. Właściwie odnosiłam wrażenie, że bardziej skupia się na  stworzeniu klimatu i trzymaniu się historycznych wytycznych niż na śledztwie, bo tego - wg dzisiejszych wyobrażeń -  tak naprawdę nie ma. Policjanci chodzą jak dzieci we mgle, a tropy i możliwości zbierania dowodów zawdzięczają przypadkowi. Nie jest to, więc lektura dla czytelników poszukujących silnych wrażeń, makabrycznych opisów i charyzmatycznych detektywów. 

Plusem jest szybkość czytania. Pani Jennings to niezła rzemieślniczka, która sprawnie operuje piórem. Mimo braku dynamincznej  akcji nie odczuwa się dłużyzn, nie przewraca się kartek w celu sprawdzenia „ile jeszcze”. Można się odprężyć bez obawy o nocne koszmary. 
Ja sama z nie do końca wyjaśnionych przyczyn darzę cykl o detektywie dużą sympatią. Może dlatego, że pozwala docenić otaczający mnie świat i jego możliwości...

Podsumowując:
Jeśli jesteś miłośnikiem epoki wiktoriańskiej i masz ochotę na chwilę odprężenia, to pozycja właśnie dla Ciebie. Jeśli lubisz dynamiczny rozwój wypadków i bohaterów nie baczących na opinię społeczną, lepiej poszukaj czegoś innego.

Ogłoszenie parafialne czyli konkurs!

Zima powoli odchodzi w niepamięć, lody topnieją. To znak, że warto przeprowadzić konkurs. :-) 
Do wygrania będzie audiobook, a sama zabawa przebiegnie dwuetapowo.

I ETAP
Trwa od dzisiaj (22.02) do niedzieli (26.02). Waszym zadaniem będzie zagłosowanie w ankiecie obok i wybranie najciekawszej pozycji. Tytuł, który zdobędzie największą liczbę głosów, będzie nagrodą. 
Swój głos możecie oddać na:

1) "Zakazane wrota" Tiziano Terazani
Chiny – kraj pełen niespodzianek, niezbadany, tajemniczy – były pasją Terzaniego. W 1980 roku pisarz razem z rodziną zamieszkał w Pekinie. Przez ponad cztery lata próbował żyć jak przeciętny Chińczyk: stał się Dengiem Tiannuo, posłał dzieci do lokalnej szkoły, hodował świerszcze i jeździł na rowerze. Dotarł do miejsc, do których turyści nie mieli wstępu. Rozmawiał z ludźmi, z którymi jako zagraniczny dziennikarz nie powinien był rozmawiać. Zobaczył kraj zwykłych ludzi, rozdarty między bogactwem tradycji a biedą wynikającą z dyktatury, ogłuszony kakofonią propagandy, obarczony balastem maoizmu. Terzani nie unikał tematów drażliwych i trudnych, takich jak okupacja Tybetu czy kontrola urodzin. Także za to został poddany reedukacji i wydalony z kraju. Zdążył jednak poznać Chiny skrzętnie ukrywane przed okiem Zachodu. Udało mu się przekroczyć zakazane wrota.
W lutym świętujemy premierę audiobooka „Zakazanych wrót” Tiziano Terzaniego.

2) "Tylko dla dziewcząt" - Magdalena Samozwaniec
O striptizie, małżeństwie, diablicach i mężu elektronowym. O tym, że nie każdy przybysz z Zachodu jest fajniejszy od polskich chłopców, oraz o tym, jak być piękną w swojej skórze. Niemało tu również trafnych obserwacji na temat konfliktów międzypokoleniowych czy damsko-damskich.
Zabawne i lekkie historie mówią jednak przede wszystkim o cichej wojnie, jaka od wieków toczy się między płciami, wojnie, z której kobieta świadoma swojej wartości wychodzi obronną ręką.
Na każdą młodą dziewczynę czyhają pułapki, dlatego Magdalena Samozwaniec podpowiada, jak się przed nimi ustrzec. Przekonuje, że być kobietą brzmi dumnie, choć nie zawsze jest to prosta sprawa.

3) "Piramida" - Henninga Mankella
Budując fabuły wokół tajemniczych morderstw, które wydarzyły się w ciągu dwu dekad poprzedzających czas akcji Mordercy bez twarzy, Mankell przedstawia nam przeszłość swojego bohatera. Poznajemy Wallandera jako początkującego policjanta w Malmö, a kolejne opowiadania rzucają światło na relacje Kurta z żoną Moną, ekscentrycznym ojcem oraz córką Lindą. Dowiadujemy się też, jak stał się zgorzkniałym, ale i odnoszącym sukcesy komisarzem w wydziale zabójstw. Tłem pięciu historii jest świetnie zobrazowane szwedzkie państwo opiekuńcze, społeczeństwo z mnóstwem paradoksów i powszechnym poczuciem wyobcowania.


II ETAP
Trwa od poniedziałku (27.02) do niedzieli (4.03).
Warunkiem przystąpienia do tego etapu jest polubienie obu profili – mojego i Biblioteki Akustycznej – na Facebook’u oraz odpowiedź na pytanie.
Pytanie poznacie dopiero w poniedziałek, ponieważ będzie związane z wybraną przez Was nagrodą.

Powodzenia! :-) 

Umysł, który szkodzi. Mózg, zachowanie, odporność i choroba - Paul Martin



Żyjemy w czasach ogromnej presji. Każdy chce być najlepszy, najbogatszy albo przynajmniej najpiękniejszy - wszak wtedy łatwiej też powiększyć stan konta. Jeśli jednak nie może się tak stać, to chcemy mieć poważny - a przede wszystkim widoczny - powód swojego niepowodzenia. Natura psychiczna jako taka do pożądanych objawów się nie zalicza. No bo jak to powiedzieć?! Zaraz będą na człowieka patrzeć spode łba, szukając przy tym zajęcia dla rąk, aby przypadkiem się nie zarazić nie wiadomo czym. Tymczasem, czy tego chcemy czy nie, to właśnie stan umysłu w dużej mierze decyduje m.in. o naszej podatności na choroby oraz skuteczności kuracji leczniczych. Warto zatem dowiedzieć się, co na ten temat mają do powiedzenia naukowcy.

Pan Martin należy do grona moich ulubionych popularyzatorów nauki. Pisze ciekawe, zabawnie i prosto, gdy trzeba to posuwa się do przytoczenia konstrukcji przysłowiowego cepa. Jego spojrzenie jest wielowymiarowe, więc przypisanie jednej szufladki w kwestii tematyki jest zupełnie niemożliwe; wpływ alkoholu, ruchu, stresu czy też bezrobocia, typy osobowości a podatność na choroby – te i inne zagadnienia znajdziecie właśnie w książce. Autor podpiera się jedynie przykładami badań naukowych, znajdziemy tam również odniesienia do literatury (niekiedy rzuca naprawdę nowe światło na powszechnie znane powieści) i życia codziennego.

Warto zaznaczyć, że książka została napisana w 1997 roku, czyli 15 lat temu. Od tego czasu powstało mnóstwo innych badań i teorii. Niektóre opisane na pewno zostały zrewidowane lub przystosowane do dzisiejszych czasów, bo każda teoria psychologiczna ważna jest tylko do jej obalenia. Mówiąc pod kątem swojego doświadczenia i zdobytej wiedzy mogę stwierdzić, że przeważająca większość – znanych mi wcześniej faktów – jest aktualna i można je śmiało przekazywać dalej.

Podsumowując:
Kolejna świetna pozycja od Paula Martina. Jak zwykle bawi i uczy. Najlepiej czytać w małych dawkach, by nie zwariować. Trzymać z daleka od hipochondryków. :-)  
 

Design in CSS by TemplateWorld and sponsored by SmashingMagazine
Blogger Template created by Deluxe Templates