niedziela, 20 grudnia 2009



Nota wydawcy :
Vianne i Anouk Rocher żyją w Paryżu pod przybranym nazwiskiem, próbując znaleźć swoje miejsce w świecie, gdzie nie ma miejsca na czary. Vianne postanawia nie korzystać ze swojego daru i do jej sklepu z czekoladą przychodzi coraz mniej klientów. Anouk stopniowo oddala się od matki, rozżalona i zawiedziona jej przemianą. Zyskuje nieoczekiwaną sojuszniczkę w osobie tajemniczej Zozie de l'Alba, która uwielbia pracę w chocolaterie i bardzo przypomina Vianne sprzed lat...


Jak widzicie w okienku po prawej stronie, pod tytułem „Obecnie czytam” jest okładka książki Anny Gavaldy. Niestety a nawet bardzo stety „przeszkodziły” mi w tym „Rubinowe czółenka” Joanne Harris. Chciałam przeczytać tylko jedną stronę, tylko kawalątek podczas jazdy autobusem... A wtedy zadziałała magia. Książka pochłonęła mnie bez reszty.
Opowiada o dobrej czarownicy Vianne (vel. Yanne), która wraz z córką Anouk (vel. Annie) osiedliła się w jednej z paryskich dzielnic. Jest to kontynuacja słynnej „Czekolady”. Przyznam się szczerze, że nie czytałam książki. Oglądałam jedynie film, który moim skromnym zdaniem był fantastyczny. Szczególnie rola J. Deep’a.
Jednak wracając do powieści. Narracja jest podzielona pomiędzy 3 osoby: Annie, Yanne i Zozie. Nie ma jednak problemu z połapaniem się, kto kiedy mówi. Pisarka fantastycznie wiruje pomiędzy tymi 3 postaciami. Na plus również jest to, że akcja idzie do przodu z każdą kolejną narracją. Świetnie udaje jej się określenie sytuacji z perspektywy trzech osób bez nadmiernej ilości stronnic.
Czekolada jest tutaj początkiem, tłem i końcem historii. Joanne fantastycznie opisuje jej zapach, sposób przyrządzenia. Trudno się oprzeć tej pokusie. Jedyne, co mogę powiedzieć to, to, że dobrze było wcześniej przeczytać „Gotowych na wszystko” Glovera, aby po raz kolejny zastosować się do jakże dobrej rady: 


„ Czekoladki zakupione za pieniądze przeznaczone na cele dobroczynne nie zawierają żadnych kalorii, a ich konsumpcję należy określać raczej mianem - służby na rzecz społeczeństwa-, zamiast brutalnego i nie adekwatnego terminu – opychanie się słodyczami –”


Na dodatkowy plus książki zasługuje również świetne przedstawienie Paryża i  specyficznego upodobania jego mieszkańcow do swojskości. Mała Annie często bawi się ze swoim przyjacielem Jean-Loup’em na cmentarzu w dzielnicy Montmartre, w której również mieszka. Jest to zdecydowanie mój ulubiony paryski cmentarz, takiego klimatu nie znajdziecie nigdzie indziej. Będąc w Paryżu warto zajrzeć i poczuć się jak mali bohaterowie.
Oprócz przyjemnej historii można zastanowić się nad potrzebą akceptacji dziecka w grupie. Nad tym czy naprawdę nasz instynkt macierzyński jest nieomylny i czy zawsze to, co dobre, jest faktycznie dobre. Czy nie robimy czegoś dla siebie zasłaniając się dobrem dzieci?
Kolejna lektura godna polecenia by rozgrzać zimowe wieczory.




6 komentarzy: