sobota, 5 grudnia 2009



  


    Książka wprost idealna na czas walki z szarugą za oknem. Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie ubawiłam się przy jakiejś książce. Z takim poczuciem humoru może pisać jedynie mężczyzna. Może i pisze!
O co chodzi? To dobre pytanie. Jeśli chodzi Wam o jakąś jasną historie to będziecie rozczarowani, bo jej nie ma. Książka to tak naprawdę według mnie zbiór codziennych anegdot i ustosunkowanie się autora do wszelkich ludzkich „problemów”.
Pewnie większości z Was tytuł skojarzył się ze znanym telewizyjnym serialem „ Gotowe na wszystko „...
Autor jasno się do tego odnosi:

„ A dlaczego właściwie telewizyjne Gotowe na wszystko mają być aż tak zdesperowane? Przecież są bogate, piękne i niewiarygodnie szczupłe. Wszystkie urządzenia w ich domach działają bez zarzutu, a one mają nawet czas na to, by się pomalować.
Jeśli chcecie wiedzieć, co to prawdziwa desperacja, proszę za mną....”
    Życie Richarda jest przeciwieństwem serialu. Nie jest on, bowiem ani piękny, ani bogaty, gdy tylko ma nadwyżkę na swoim koncie urządzenia domowe zmawiają się przeciw niemu popełniając zbiorowe „samobójstwo”. A przy tym wszystkim musi sobie radzić z żoną, ewenementem na skalę światową. Nastrój Jokasty zależy od powieści, którą w danej chwili czyta. Jednego dnia może być seksowną panią z Seksu w Wielkim mieście, następnego jest pochłonięta Tołstojem i „biedny” mąż musi robić wszystko sam. Intrygujący sposób na odbiór książek, ale mój Luby chyba już tego by nie przeżył : ).  Pisarz z naprawdę zadziwiającym poczuciem humoru ( przysługującym tylko mężczyznom muszącym tuszować swoje braki, które bywają dla nich zaleta jak widać) opisuje wszystkie sytuacje, jakie nas w życiu codziennym spotykają. Tak też mamy do czynienia z teściową, która za wszystko wini synową , trudem męskich zakupów w supermarkecie, trudem wyboru świątecznego prezentu ( bardzo na czasie ), prawdziwe zasady panujące podczas jazdy autem i wiele, wiele innych.
 Osobiście do serca wzięłam sobie jedną z zasad Richarda obowiązującą podczas odchudzania:
 „ Czekoladki zakupione za pieniądze przeznaczone na cele dobroczynne nie zawierają żadnych kalorii, a ich konsumpcję należy określać raczej mianem - służby na rzecz społeczeństwa-, zamiast brutalnego i nie adekwatnego terminu – opychanie się słodyczami –”


Tak, więc drodzy blogowicze i nie tylko miłej lektury, a ja idę czynić dobro na rzecz społeczeństwa.
P.S W książce znajdziecie również świetny „poradnik” dla początkujących pisarzy, by ich dzieło było światowym bestsellerem.

8 komentarzy: