sobota, 14 sierpnia 2010

      Mówią, że człowiek uczy się przez całe życie. Zachęcona tym postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i dowiedzieć się więcej o XVIII wiecznej Italii rozwiązując przy tym skrzętnie wymyśloną zagadkę kryminalną.
Niestety wszystkie moje plany spaliły na panewce dzięki Fabrizio Battistelliemu.
Zacznijmy od tego, że bohaterowie są zupełnie nijacy. Nie sposób im przypisać jakichkolwiek cech poza fizycznymi. Riziero (główny bohater) nie ma w sobie za grosz inteligencji. Nie było żadnych przesłanek, aby rozwiązać. Wydaje się być zwyczajną marionetką w rękach pisarza. Wszystko działo się przypadkiem.
W życiu nie potrafiłabym określić relacji między postaciami gdyby nie fakt, że zostały one napisane wprost. W końcu, po co się męczyć. Napisać mniej, a wziąć pieniądze za więcej. Niewątpliwie Battistelli może wykładać przedmiot „ Zarobić tak by się nie narobić”.
Jedyne zażyłości dogłębnie opisane to te seksualne, które nijak mają się do całości. Przyznam się szczerze, że gdyby ktoś mi tak opisywał nocne przygody to ja prędzej zostałabym zakonnicą.

„ Odwróciła się i stanęła na czworakach. Wspaniałości jej pośladków ukazały się oczom Riziera jak dwa księżyce w pełni, pokazywane przez astronoma, którego luneta oszalała” *
„Zwinne palce aktorki sięgnęły do jego brzucha i zaczęły wolno, ale nieubłaganie schodzić w kierunki jego członka. Druga ręka natomiast znalazła szparę między falbanami żabotu i odpinała, jeden po drugim, guziki z masy perłowej. Za ręką podążały usta, które znalazły sutki Riziera, ostre jak kolce. Języczek Diamentowej Damy owijał się wokół nich jak ślimak, który pozostawia po sobie błyszczący ślad.”**

Pozwólcie, że przemilczę, z czym mi się to kojarzy. :-)
Nauka historii? Żadna. Jedyna wiedza płynie od pani tłumacz, która uprzejmie wyjaśniła, co znaczą takie wyrażenia jak „ wizyta ad limina” czy „ paulus”. Reszta to korupcja, sztuczne uprzejmości i zasiadanie wedle zasług. Nic, czego byśmy nie znali i nie praktykowali również w dzisiejszych czasach.
Jestem miłośniczką dobrego jedzenia, co zdążyliście już pewnie zauważyć. Gdzie można lepiej zjeść jak nie we Włoszech? Ja takiego miejsca nie znam. Przyznaję, że oczekiwałam pysznych potraw z epoki oświecenia. Przecież jedzenie jest kwintesencją życia, kultury. Tymczasem Riziero, którego stać na różne wspaniałości tego świata zajada się po prostu „zupą fasolową”....
Styl Battistelliego również pozostawia wiele do życzenia. Jest nijaki, jednakowy. Autor nie umie dawkować napięcia, mam wątpliwości czy w ogóle umie je wywołać. Brak tutaj silnych osobowości, kontrastów między postaciami, nutki tajemniczości, która moim zdaniem jest niezbędna w kryminałach historycznych.
Oddając sprawiedliwość muszę przyznać, że rozwiązanie zagadki było zupełnie inne od tego, którego się spodziewałam. Jednak nie odczuwałam z tego powodu smutku, ani też nie mogę powiedzieć o nadzwyczajnej przebiegłości autora, bo też nie było motylków w brzuchu.
Książka na jeden wieczór. Sami zdecydujcie czy zechcecie Jej go poświęcić.


*"Konklawe" Fabrizio Battistelli, wyd. Oficynka, str. 61
** Tamże, str. 164

10 komentarzy: