poniedziałek, 28 listopada 2011

Toskania Toskańczyków i Toskania turystów, względnie tych, którzy chcą się tu osiedlić. Czy są dwie Toskanie?
Jest ich nawet więcej niż dwie. Tak jak są różne oblicza Krakowa, Nowego Jorku czy Paryża. Lavinia [główna bohaterka książki, znana z niechętnego wręcz ksenofobicznego stosunku wobec cudzoziemców – przyp. MB] jest bardzo radykalna gdy mówi o ekspatriantach, którzy zasiedlają „jej” Toskanię: „zostało jeszcze paru Toskańczyków, którzy mocno trzymają się swoich związków z przeszłością. Z daleką, plemienną przeszłością. Myślę, że to tego chce od nas reszta świata — tego poczucia przynależności. Chcą zamieszkać w naszej skórze. Chcą b y ć n a m i. Osiedlają się tu z nowymi błyszczącymi narzędziami ogrodowymi i kartonami pełnymi książek kucharskich, pławią się w basenach wybudowanych na kościach dwudziestu pokoleń rolników, którzy kąpali się w strumyku albo rzece, a co bardziej prawdopodobne, nie kąpali się wcale. Mogą się pławić, ile chcą, bawić się w życie po włosku, aż pomrą, ale nigdy nie będą tu przynależeć.”

Czy te Toskanie różnią się pod względem krajobrazowym?
Jest taki obraz piętnastowiecznego malarza Domenica Ghirlandaio (w jego pracowni szkolił się Michał Anioł), który stał się znany pod tytułem: „Jedna, dziesięć, sto Toskanii”. Prezentuje szeroką panoramę toskańskiego krajobrazu. Tak, Toskania ma wiele twarzy. Ta wielorakość ma wymiar zarówno fizyczny, emocjonalny, jak i duchowy. W Lavinii… pokazuję północno-zachodnią część regionu. Miejscowy pejzaż jest inny – mniej uładzony, surowszy. Trudno tu odnaleźć elementy renesansowego sztafażu, który współtworzą wysokie, ciemne cyprysy, zielone wzgórza oraz słynne pastelowe światło.

Ci, którzy osiedlają się Toskanii, próbują odnaleźć szczęście. Kupują wille, sady oliwne, winnice. A tak naprawdę przybywają – jak pani pisze – „z tego samego piekła. Gotówki.” To „affluenza” – przesyt, nadmiar, bogactwo jest przyczyną dzisiejszego nieszczęścia?
Wszyscy wiemy, że dostatek i pieniądze nie potrafią uleczyć niezadowolenia. Czy zatem dostatek, skoro nie potrafi uszczęśliwić nieszczęśliwej duszy, nie podsyca jeszcze niezadowolenia? Myślę, że tak. Włoski kochanek czy dom we Włoszech nie pomogą ci, jeśli cierpisz. Można starać się ulżyć cierpieniu, pracując nad sobą, rozwijając życie wewnętrzne, ale na pewno nie poprzez wybór koloru marmurowej posadzki, sadzenie drzew oliwnych, rozmiary basenu, rywalizację z sąsiadem z Iowa czy Amsterdamu… Posiadanie w nadmiarze jest zgubne. Zawsze było. To starożytna i bardzo prosta prawda. Dla wielu zbyt prosta, żeby w nią uwierzyć. Mimo tych wszystkich czerwonych świateł, które znaczą drogę do dostatku.

Nie boi się pani, że niszczy potężny mit współczesności, tę arkadyjską Toskanię, która znamy z filmów, książek, kolorowych ofert biur podróży?
Nie. Tak naprawdę odczucia mojej bohaterki są dość powszechne wśród Toskańczyków. Z tą różnicą, że Lavinia wyraża je w sposób otwarty i jasny. Nie można się oprzeć odczuciu smutku gdy widzi się zmiany, które niosą ze sobą masowa turystyka oraz „kolonizacja”, która dokonuje się z udziałem cudzoziemców. (Jak ja wytłumaczę swoją obcość? Mam nadzieję, że uczyniłam to w sposób satysfakcjonujący w książce). Znam też wiele osób, którym ten mit przysporzył wielu cierpień. Bo albo wymarzona Toskania była poza ich zasięgiem, albo, co gorsza, „zdobywszy” ją, okazało się, że oprócz geografii ich życie w niczym się nie zmieniło. „Myślałby kto, że szczęście rośnie jak trawa w Toskanii. To niedorzeczne. Nie ma takiego m i e j s c a na świecie, które potrafi przemienić nieszczęśliwą duszę. Żadne słońce, powietrze, morze, łąka ani góry, ani mała urocza wioska tego nie zrobią.”



źródło: materiały prasowe Wydawnictwa Literackiego

2 komentarzy: