czwartek, 3 listopada 2011

    Gdy zaczynamy czuć nienawiść to tak jakbyśmy dostali zastrzyk, substancja dociera do każdego zakamarka ciała i duszy. Pustoszy serce, oczy zachodzą czarną mgłą, a umysł koncentruje wszystkie wysiłki na zemście. Stajemy się maszyną do zabijania. Jedną z nich można poznać w książce Jeaniene Frost pt. „W pół drogi do grobu”. Cat, bo tak ma na imię, jest półwampirzycą spłodzoną w wyniku brutalnego gwałtu. Dla swojej matki jest niczym chodzący symbol krzywdy, którą jej wyrządzono i dlatego też aby zmyć z siebie winy ojca postanawia zabijać wszystkie napotkane wampiry. W głębi serca największym marzeniem/pragnieniem było znalezienie rodziciela , zapytanie „Dlaczego?” i naturalnie zabicie go. Dni mijały, a liczba zlikwidowanych krwiożerców rosła... Aż nagle pojawił się On. Bones. W tym momencie zaczyna się przygoda pełna dreszczu emocji, przyprawiona nutką pikanterii.

    Zapewne większość z Was w tej chwili myśli: „Kolejny –Zmierzch-. Nie, dziękuję”. Cóż, faktycznie jest dziewczyna i chłopak, będący wampirem. Jest również zło, z którym się walczy i pogmatwany wątek miłosny. Różnica polega na tym, że pióro pani Frost jest lekkie, dynamiczne i niesamowicie zabawne. Uwzględniając różne rodzaje poczucia humoru muszę stwierdzić, że nie sposób się nie uśmiechać. Wykreowane postacie są wielowymiarowe. Pisarka nie zadowala się stwierdzeniami, wiele cech, które posiadają bohaterowie i które składają się na ich osobowość, czytelnik musi odkryć i wywnioskować sam, od niej dostaje tylko narzędzia do kopania. Dodatkowym plusem jest fakt, że nie ogranicza się do utartych już opisów wampirów i ich właściwości, sama również wymyśliła nowe funkcje ciała i ich zastosowanie.
    „W pół drogi do grobu” to nie tylko przyjemna opowiastka o miłości, o której marzy większość nastolatek. Pod płaszczem wytworów wyobraźni przemycana jest prawda o ludziach. Boimy się statków UFO, najazdów innych cywilizacji, gdy tymczasem największe niebezpieczeństwo kryje się w nas samych. Kiedy czytałam sceny odnoszące się do walki, jej skutków i konsekwencji, nieustannie przypominało mi się zdanie wypowiedziane przez Willa Smitha w filmie „Jestem legendą”. Na słowa przerażonej kobiety wzywającej Boga, on odpowiedział: „To nie dzieło Boga, to dzieło człowieka”. Proste, ale jakże trafne. 

    Podsumowując:
    Książka godna polecenia dla tych, którzy szukają rozrywki po ciężkim dniu pracy, ale jednocześnie nie chcą bezproteinowej pożywki. Pewnie bardziej dla młodszych niż starszych, ale nie warto się dawać stereotypom. 
Ciekawe postacie, wartka akcja i mnóstwo humoru. Idealna na zbliżające się zimowe i szare wieczory.

4 komentarzy: