wtorek, 17 lipca 2012


Miłość. Ta prawdziwa nie zna granic. Dla niej zrobimy wszystko, jeśli trzeba pójdziemy do samego piekła. Bo tylko wtedy poznajemy jej prawdziwą wartość i przekonujemy się ile naprawdę dla nas znaczy.

Beatrice, angielka pracująca w Nowym Jorku. Posiada dobrze płatną pracę, a niedługo zamierza zmienić swój stan cywilny. Wszystko idzie po jej myśli do momentu, gdy przez telefon dowiaduje się o zaginięciu swojej siostry. Mimo odległości były ze sobą niezwykle zżyte, stale utrzymywały kontakt poprzez telefon lub maile. Nic więc dziwnego, że Bee postanawia od razu zarezerwować bilet lotniczy do Londynu. Najgorsze bowiem jest poczucie bezsilności. Poszukiwania przyniosą niespodziewane zwroty akcji oraz pozwolą poznać się z innej strony, dotychczas głęboko skrywanej.

To, co zawarto w tym thrillerze idealnie odzwierciedla okładka. Minimalizm, który porusza. Jasno wytyczony cel, bez miliona pobocznych i zupełnie niepotrzebnych wątków, których zadaniem jest jedynie zwiększenie objętości.

Autorka nie filozofuje na temat ludzie natury, nie znajdziecie tu gdybania o tym, jak powinna wyglądać zdrowa relacja między siostrami i o tym, co można zrobić w jej imieniu. Są za to sytuacje i reakcje, których moglibyśmy oczekiwać, lecz to nie równa się przewidywalności.

Żadna z postaci nie denerwowała mnie ani też nie odpychała od książki. Oczywiście, niektóre z nich wzbudzały moją niechęć, ale takie było ich zdanie. Wszak żadna książka nie może obyć się bez czarnych charakterów.
Szczególną uwagę należy zwrócić tutaj na Bee. Osobom pokrzywdzonym przez los jesteśmy w stanie więcej wybaczyć. Staramy się je zrozumieć, w racjonalny sposób wytłumaczyć powody ich zachowania, choć i to ma swoje granice – każdy ma swój własny zegar czasu, wieczność nie zawsze oznacza to samo. Wraz z rozwojem wydarzeń jej postawa ewoluowała tak samo jak moje uczucia względem niej. Rosamund Lupton pozwoliła mi na wniknięcie do psychiki swojej bohaterki i zżycie się z nią, a nawet na pewną syntonię naszych uczuć.

Jestem pełna podziwu dla tego, jak stopniowano napięcie. Z każdą stroną łaknęłam więcej, moje serce rosło, by na końcu rozpaść się na tysiące małych kawałeczków, których nie da się szybko skleić.

Podsumowując:
Jeden z najlepszych thrillerów jaki w życiu przeczytałam i jedna z najważniejszych książek wydanych w 2012 roku.
Siła nie tkwi w rozmiarze i okrucieństwie zbrodni, ale w jej następstwach. Znakomity portret psychologiczny z naprawdę wstrząsającym zakończeniem. 

8 komentarzy: