piątek, 27 grudnia 2013

    Chyba każdy choć raz miał okazję obejrzeć „Magiel towarzyski” emitowany na TVN Style. Opinie są podzielone. Ktoś powie, że dobrze wykonują swoje zadanie. Inny zaś, że to opluwanie ludzi. Czy prawda leży pośrodku? Ciężko stwierdzić. Na pewno najwięcej obrywa się współprowadzącej Karolinie Korwin-Piotrowskiej. Wydaje się, że to ona skupia na sobie największą ilość krytyki za wypowiedziane słowa, jest bardziej rozpoznawalna od swojego kolegi, Tomasza Kina. Z wywiadów poprzedzających wydanie książki można było wywnioskować „wielką rzecz”, coś co zmieni świadomość czytelników, wyjawi skrywane tajemnice. Czy tak było naprawdę? Zaraz się tego dowiedzie.

Alfabet nie jest tylko symboliczny. Faktycznie, osoby i osobistości zostały uporządkowane według nazwisk oraz haseł związanych z show biznesem, takich jak agencji, botoks czy dzieci.
Czytałam oskarżenia, że autorka bije brawa tym, których lubi i „pluje” na pozostałych. Cóż, zacznijmy od początku. Każda książka jest naznaczona subiektywizmem, nie może być tu wyjątku. My również mamy w swojej głowie ludzi, których cenimy bardziej niż pozostałych, tak samo pochlebniej będziemy się o nich wyrażać. Warto jednak zaznaczyć, że nawet przy tych „lubianych” widać słowa krytyki, zarzutów.
Czy Karolina opluwa ludzi/wylewa na nich szambo? Nie, po prostu się nimi nie zachwyca. Bycie znanym to nie jest powód do braw. Każdy z nas ma prawo powiedzieć, że aktor słabo się wywiązał ze swojego zdania. Tutaj bardziej odziera się ludzi z blichtru, który próbują wokół siebie zbudować, przy okazji zakrywając niewygodną prawdę o kredytach. Pokazuje brak szczerości i hipokryzję polskich gwiazdeczek, które chciałyby mieć ciastko i je zjeść. Nie da się, bo nie można być tylko do połowy w ciąży. Nie dziwmy się więc, że pani Janda będzie o wiele wyżej oceniana niż Joanna Koroniewska. Przy tym nikt nie mówi, że ta druga jest złym/gorszym człowiekiem. Tu ocenia się jedynie poczynienia zawodowe i kreowany przez siebie wizerunek.

Niektórych denerwowało przypominanie o tym, że autorka skończyła studia wyższe, obejrzała kilka dobrych filmów, przeczytała ważne książki. Nie czyni jej to lepszej i nie odniosłam wrażenia, by chciała tym faktem popisać się. Poza tym obecnie tak dużo promuje się głupoty, że wskazanie innej drogi będzie dla mnie zawsze chwalebne. Sama zresztą skorzystałam z kilku „porad”, dodałam filmy do listy, wyszukałam na YT kilka piosenek etc.
Zamiast zadzierania nosa widziałam dystans do siebie. Pani Karolina podzieliła się z czytelnikiem również niechlubnymi i mało przyjemnymi doświadczeniami z „Top Model”, przytoczyła opinie znanych na swój temat i tym samym pokazała, że każdy kij ma dwa końce.

Forma książki jest przejrzysta i pozwala czytelnikowi na wybór. Można wybierać najbardziej interesujące kawałki, można przeskakiwać strony, można przeczytać całość. Wszystko wedle życzenia.
Język jest zrozumiały, choć na pewno nie podwórkowy. Autorka wykazuje się swoją wiedzą i używa czasem „inteligenckich” zwrotów. Nie doszukałam się za to żadnych błędów w tekście.

Jedyny problem to fakt, że nie napisano tu niczego nowego. Samą pozycję nazwałabym raczej papierową wersją „Magla”, podsumowaniem kilku lat pracy. To logiczny wniosek, skoro dziennikarka stawia na naturalność i szczerość, to nie mogła tu napisać niczego innego. Do niektórych osób/zagadnień dodała jedynie kilka zdań, ale one również nie stanowiły objawień. Ponieważ książka została wydana jedynie pod Jej nazwiskiem, dodatkowo nie ma tu wizji i pewnej spontaniczności, to też humoru jest o wiele mniej. Ja się nie śmiałam, bardziej ogarniał mnie smutek z powodu tej całej przaśności, którą widać w telewizji czy gazetach. Smutek z powodu całej tej mgły, która ma zasłonić brzydotę, rozmyć jej kontury.

Czy książka jest warta polecenia? Cóż, z przykrością muszę powiedzieć, że lepiej zasiąść przed telewizorem. Bomba okazała się niewybuchem.

1 komentarzy: