sobota, 19 czerwca 2010

      Kiedy oglądacie programy na Kuchnia.tv zauważacie błogość na twarzach prowadzących, niewątpliwie apetyczne dania, kwiecisty język ( skreślić w przypadku programów Gordona Ramsay’a), hawajskie koszule .. Ogólnie mówiąc kuchnia staje się rajem na ziemi. Jednak zawsze zastanawiałam się jak jest naprawdę? Odpowiedzi na to pytanie postanowiłam poszukać w książce Anthony’ego Bourdain’a „ Kill grill: restauracja od kuchni”. Zawsze lubiłam Anthony’ego za jego niewybredne poczucie humoru i szczerość w tym, co robi. Tym razem również mnie nie zawiódł.
Pewnie po tej książce zastanowicie się 2 razy zanim wybierzecie restauracje na romantyczną kolację. Autorowi i jego kompanom nie obce są narkotyki w ilościach hurtowych, seks z kelnerkami ( te sceny w filmach przy blacie pełnym mąki nie są zmyślone), alkohol w ilościach, które trudno porównać do czegokolwiek. Przyznaje to nie są najlepsze cechy szefa kuchni, ale jest też druga strona po przeczytaniu, której dacie mu klucze do własnej restauracji razem z pełnym kredytem zaufania.
Anthony zna doskonale swoje miejsce w szeregu. W tytule nie bez powodu występuje „restauracja” zamiast jakiegoś odniesienia do epizodów z jego życia. Nie nazwałabym tej lektury autobiografią. Wszystko to, co się działo w życiu kucharza jest tylko tłem do pokazania mechanizmów działania restauracji, niekoniecznie z takimi szefami kuchni jak on.
Jest prawdziwym żołnierzem na polu bitwy, który nie tylko dowodzi, ale też i odnosi rany w walkach z gorącymi patelniami, garnkami i rozgrzanymi do czerwoności tłuszczami.
W kuchni niezależnie od swojego wykształcenia, pochodzenia i majątku zawsze zaczyna się od najniższych szczebli. Szacunek zdobywa się wytrzymałością a nie słowami.
Sam Anthony mówi, że swoich kucharzy słucha dopiero po 6 miesiącach codziennego przychodzenia do pracy, w końcu gotować można nauczyć każdego, ale charakteru już nie.
Potwierdziłam również zdanie Karin Desai w „ Brzemieniu rzeczy utraconych” o tym, że w kuchniach Nowego Yorku jest cała mapa świata.
Jeśli czytając tą książkę nie będziecie szefami kuchni, prawdopodobieństwo, że nimi zostaniecie po niej jest naprawdę niewielkie. Nie oznacza to jednak, że nie możecie ulepszać smaku swoich potraw oraz poprawiać swojej wydajności kuchennej. Znajdziecie w książce naprawdę masę porad, które każdy z Nas bez problemu wdroży do swojego systemu. Anthony nie sypie nazwami by nam zaimponować, czego to on nie potrafi, stawia na proste składniki, ale najlepszej jakości i dokładnie tą samą zasadę stosuje przy wyborze narzędzi w kuchni. Dla większości z Was pewnie Ameryki nie odkryje, ale czasami dobrze jest powiedzieć rzeczy oczywiste. Dla mnie jako wielbicielki dobrej kuchni, książek kucharskich i programów dodatkowym plusem książki były poglądy autora na temat kolegów po fachu - kogo ceni, kto go drażni itp.
Sam Anthony? Jest jak papryczka chilli. Niesamowicie ostry w swoim języku, ale jednocześnie pyszny. Kiedy już raz go „spróbujecie” nie będziecie chcieli przestać.
Wybrał ciekawy sposób na książkę „autobiograficzną”. Wszystko, o czym pisze, pisze w kontekście kuchni i tego, czym się zajmuje. Wprowadza do swojej kuchni, ale nie do środka swojej duszy. Trudno jest pisać o sobie a jednocześnie zostawić w czytelnikach ogromny niedosyt. Jemu to udało się w 100 %.
Ach, zapomniałabym. Do książki zasiadajcie koniecznie po spożytym posiłki. W innym wypadku naprawdę szybko skończycie czytanie. Czytanie połączone z zakąskami też nie jest najlepszym pomysłem. Książka dostarcza całą masę śmiechu, a nie chciałabym, żeby któreś z Was zadławiło się, bądź książka uległa zniszczeniu.
Nie muszę już dodawać, że ogromnie polecam prawda? :-)


  Na kanale Kuchnia.tv emitowany jest serial pt. „ Kill grill: restauracja od kuchni”. Nie jest to ekranizacja książki. W scenariuszu wykorzystano tylko najbardziej charakterystyczne zdarzenia. Jest przyjemnie, zabawnie, z dużą dawką ironii. W roli głównej fantastyczny Bradley Cooper i więcej nie trzeba.

8 komentarzy: