sobota, 17 grudnia 2011


Messi. „Ten, który robi różnicę.”
    Powyższym stwierdzeniem w zasadzie mogłabym zakończyć swój wywód, bo przecież nie ma człowieka, który nie wiedziałby, kim jest skromny Argentyńczyk tak jak nie ma fana piłki nożnej, który nie otwierałby ust na widok strzelanych przez Niego goli. Razem ze swoją drużyną nieustannie sięga po największe trofea sportowe i nie zanosi się na to by w najbliższym czasie miał przestać. Nic więc dziwnego, że na tej fali postała książka napisana przez Lucę Caioli, włoskiego dziennikarza mieszkającego w Hiszpanii. 

    Caioli próbuje tu przybrać rolę gawędziarza i komentatora sportowego w jednym, co niekoniecznie jest udanym połączeniem. Na domiar złego ma okropnie denerwującą manierę wtrącania (często zbędnych) dygresji by po chwili móc napisać „ale wróćmy do....” itp.
Podczas czytania często nachodziły mnie wątpliwości czy to, aby na pewno książka o Leo. Dlaczego? Wszyscy, którzy choć odrobinę interesują się futbolem wiedzą, że dużą część swojej popularności i uwagi, jaką skupia zawdzięcza porównaniom do Diega Maradony. Właściwie to o tym też jest tak książka: Czy Messi jest Messim czy tylko drugim Pelusą. Ponieważ autor sprzyja swojemu bohaterowi wniosek może być tylko jeden – Messi to postać wszech czasów.
    Przedstawia się nam portret doskonałego zawodnika, ale nie ma tam człowieka. Nie dowiemy się, co go śmieszy, ani jaka powinna być wymarzona dziewczyna. Anegdot można szukać jak igły w stogu siana, a przecież wszyscy jak jeden mąż przyznają, że Leo to niezwykłe ciepły i zabawny facet. Na jednej z zakładek przeczytać można, że autor dotarł do „wszystkich ciekawostek z życia młodej gwiazdy”. Cóż... Jeśli tak wyglądają ciekawostki, to dam sobie rękę obciąć, że młoda gwiazda szykuje się już do grobu. Owe smaczki zostały zastąpione w 99% opisami najlepszych akcji, które bez problemu można obejrzeć na Youtube.com. 
    W oczy kuje też brak wywiadów z takimi osobistościami jak obecny trener Pep Guardiola, zawodnicy Xavi i Fabregas. Natomiast te już przeprowadzone odstraszają swoją tendencyjnością. Nie dość, że dziennikarz ma wyraźny schemat pytań, to jeszcze jego respondenci jakby zmówili się, co do swoich odpowiedzi. Każdy z nich docenia Messiego, życzy mu jak najlepiej, podkreśla jego skromność i fakt, że minie, co najmniej kilka lat zanim dorówna Maradonie. 
    Po sposobie tłumaczenia domyślam się, że lektura została wydana przede wszystkim z myślą o kibicach Barcelony i fanach Lionela, który potraktują ją jako kolejny gadżet do swojej kolekcji. Mogłabym wskazać, co najmniej kilka/kilkanaście określeń, które są specyficzne dla ligi hiszpańskiej i powinny być okraszone przypisami.
    Kolejnym minusem jest brak podłoża historycznego. Autor pisze o nużących faktach z dziejów Argentyny, które miały mniejszy lub większy wpływ na trudną sytuację rodzinną w momencie, gdy pod samym nosem ma pasjonującą historię jednego z najlepszych klubów świata. Nie bez powodu o Barcie mówi się „Més que un club” (Więcej niż klub). To dzieje nie tylko podstawowej 11, ale całej Hiszpanii. To ideologia, wśród której Messi dorastał i którą dzisiaj praktykuje na boisku i w życiu. Caiola nie pokazał, dlaczego zarówno dla Messiego jak i dla całej drużyny ważniejsza jest dominacja nad Realem Madryt niż wygranie Ligi Mistrzów, dlaczego te mecze skupiają przed telewizorami setki milionów kibiców na całym świecie i często kończą się personalnymi zgrzytami między zawodnikami. 

    Podsumowując:
    Mecz trwa 90 minut, podczas których trzeba być stale na pełnych obrotach. Tymczasem czytanie można porównać do sobotniego klasyku. Pierwsza połowa pełna pasji i energii, w drugiej stopniowo wygrywało zmęczenie i zniechęcenie.
Jeśli jednak macie w rodzinie prawdziwego fana FC Barcelony to na pewno ucieszy się z otrzymanego prezentu. Ja zaś zamiast czytać o strzelonych golach wolę je po prostu oglądać, bo jak powiedział niegdyś Pep Guardiola „ Fenomenu Messiego nie da się wyjaśnić, trzeba go podziwiać”.

3 komentarzy: