niedziela, 20 maja 2012



Większość kobiet marzy, świadomie lub nie, o królewiczu z bajki, który będzie sypał płatki róż pod jej nogi. Współczesna wersja ograniczyłaby się zapewne do kwiatów bez okazji, miłych smsów etc. Takim gestom zwykle towarzyszyć też będą westchnięcia koleżanek, zazdrość skrywana pod płaszczem uśmiechu. Niestety, życie to nie bajka. Nie każde kwiaty są naprawdę oczekiwane i mile widziane. Telefon może spędzać sen z powiek, a zamiast przyjemnych motyli w brzuchu towarzyszyć mu będą pełne lęku spojrzenia.

Stalking wydaje się być wymysłem. Kilka niechcianych telefonów? Kwiaty? Wyznania miłości? Tym czasem jest to forma nękania, o wiele gorsza niż konfrontacja twarzą w twarz – szczególnie, gdy nie zna się/nie domyśla się, kto może być prześladowcą. Najzwyklejsze wyjście do parku kończy się oglądaniem za siebie, każda napotkana osoba staje się z automatu podejrzana.

Julia, główna bohaterka książki, jest pracownicą salonu jednej z sieci telefonicznych. Młoda, ładna i inteligentna, choć bez ambicji by w pełni wykorzystać swój potencjał. Zakochana dziewczyna zostaje nagle obdarowywana kwiatami, jej telefon początkowo niewinnie rozbrzmiewa. Próby połączenia stają się coraz bardziej uciążliwe i natarczywe. Zmiana numeru telefonu nie przynosi żadnych efektów, zaś jego wyłączenie równa się odcięciu sobie ręki. Stres wywołany oczekiwaniem na kolejny telefon, kolejny ruch przekłada się na relację z otoczeniem, również tym najbliższym. Julia musi pokonać nie tylko swojego dręczyciela, ale również społeczne stereotypy. Musi stoczyć walkę z całym światem i sama sobą, gdzie linia porażki jest niezwykle blisko i przekroczenie jej wymaga jednego – niewłaściwego- kroku.

Olga Rudnicka niezwykle umiejętnie przedstawia cierpienie psychiczne, które wywołuje stalking i jego konsekwencje. Razem ze swoją bohaterką przechodzi wszystkie stadia, od miłego połechtania własnego ego do depresji. Każdy etap jest wyrażony odpowiednimi i wiarygodnymi zachowaniami.

Na rozwój akcji wpływają również stereotypy. Większość, mimo swojego wykształcenia i mniemanej otwartości, nie jest w stanie obiektywnie spojrzeć na kulturę, w której się wychowało i uwolnić się od jej negatywnych skutków. Najprostszym skojarzeniem i wytłumaczeniem takiego zachowania jest zwykle wina kobiet. Dodatkowo większość powie, że to mężczyzna jest biedny, a kobieta niewdzięczna i niewarta tej „wspaniałej” miłości. Pokazana jest reakcja sąsiadek i policjanta, który zachowuje się jakby usłyszał, że kobieta maltretuje rosłego chłopa.

Stalking odnosi się do pewnych ciągów zachowań, które opisane na papierze mogą wydać się nużące, a nawet pewną chęcią nabicia objętości. Autorce zaś udało się nadać temu dynamikę i jednocześnie oddać cały dramat z tym związany. Czyta się niewyobrażalnie szybko, odczuwając przy tym narastające napięcie, które wiadomo, że musi być zredukowane, ale nie wiadomo, w jaki sposób ta historia się zakończy.

Oprócz wartości literackiej – która jest i dobrze, że mamy zdolne polskie pisarki – ta powieść ma wartość edukacyjną. Swego czasu o przestępstwie mówiono w Faktach [Być może też na innych stacjach, ale tych nie oglądam.]. Do wiadomości jednak już się nie wróci, a książka na półce stać będzie zawsze. Informuje o błędach, schematach i pokazuje konkretne rozwiązanie. Nie ma tutaj amerykańskiego happy endu, że wszystko samo się ułoży, na to liczyć nie można. Stalking to przestępstwo, więc należy podjąć odpowiednie kroki prawne, które od niedawna są możliwe.

Podsumowując:
Bardzo dobra powieść. Dynamiczna, rozbudowana pod względem psychologicznym, przemyślana.Zaskakuje i pozostawia wiele pytań, na które odpowiedź wcale nie jest prosta. 


Myśli wyjęte prosto z głowy, mogące zawierać spojler:
 Wyczerpanie fizyczne i psychiczne prowadzą Julię do depresji. Choroba zostaje zauważona, dziewczyna oddaje się pod opiekę psychiatry, który to przepisuje jej odpowiednie leki. To wyjątkowo ważne, bo depresja musi być leczona farmakologicznie. Nie ma czegoś takiego, że człowiek wstanie rano i poczuje chęć do życia, nie pomogą słowa otuchy. Jeśli więc kiedykolwiek ktoś z Waszych bliskich zachoruje i trafi do psychologa, a ten z kolei będzie chciał odstawić leki to uciekajcie. Tego nie można zrobić, terapia musi być połączona z lekami. Wielu psychologów popełniło ten błąd i niejednokrotnie kończyło się to samobójstwem pacjenta, a przy tym również i śledztwem. 

Dręczyciel cierpi tu między m.in. na urojenia zdrady. W niektórych podręcznikach, a nawet gazetach pisze się o urojeniach zazdrości. Czegoś takiego nie ma, jest to sformułowanie niepoprawne językowo. Są tylko i wyłącznie urojenia zdrady, które prowadzą do zazdrości i niekiedy nawet morderstwa. Niestety dziennikarze przestali przechodzić szkolenia prowadzone przez lekarzy i stąd też nie usłyszycie m.in. o samobójstwie rozszerzonym, które występuje częściej niż byśmy tego chcieli.

3 komentarzy: