wtorek, 20 kwietnia 2010

      W literaturze dziecięcej pełno jest rycerzy, królów, piratów etc. Jednym słodem wszystkich tych, którzy odgrywają rolę wielkich bohaterów. A jak jest w życiu realnym? Nie wiem jak Wy, ale ja zdecydowanie odczuwam deficyt „zwykłych” bohaterów. Tak trudno nam dostrzec bohaterstwo, gdy nie jest ono wskazane palcem. Dlatego pozwólcie, że dzisiaj Wam przedstawię jednego z moich bohaterów.
Panie i Panowie przed Wami... Grant Achatz „we własnej osobie”.

Pewnie wielu z Was zastanawia się, kto to jest i dlaczego właśnie on jest jednym z moich bohaterów. Nie będę wiec Was dłużej trzymać w niepewności i już wszystko wyjaśniam.
Grant Achatz jest kucharzem. Oczywiście nie byle, jakim kucharzem, ale w moim sercu pojawił się dzięki nieograniczonemu duchu walki z przeciwnościami i miłością do swojej pasji, czyli gotowania.
Dawno, dawno temu, Grant zaczynał pracę jako kucharz przemieszczając się od jednej restauracji do drugiej. Trafił m.in. do hiszpańskiej El Bulli, która to jest najlepszą restauracją na świecie. To właśnie praca w niej ukształtowała dalszą drogę Granta. Jak to bywa w przypadku mistrzów, chciał więcej i robił więcej. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych założył własną restaurację – Alineę. Postawił sobie za cel bycie numerem 1 w USA. W tymże celu napisał do redaktor naczelnej Gourmet ( jednego z najbardziej prestiżowych pism na świecie dotyczących sztuki gotowania oraz jedzenia ), która to owy ranking wydawała. Sama przyznała, że po dostaniu jego listu myślała „ A co mnie obchodzi jego restauracja?!”. Po odwiedzeniu jej mogła powiedzieć już tylko jedno: „ Ci, których to nie obchodzi to głupcy”. I tak Grant został szefem kuchni najlepszej restauracji w Ameryce i 22 na świecie. Wszystko toczyło się jak w bajce o Kopciuszku, do momentu diagnozy – rak języka. Dla kucharza to wyrok śmierci. Jak bowiem ma pracować bez tego, co najważniejsze? Z każdym dniem było jeszcze gorzej. Proponowano usunięcie języka. Tylko jeden lekarz zdecydował się podjąć próbę leczenia, której sam dawał bardzo małe szanse powodzenia. Przez kilka miesięcy niezwykle bolesnej chemio i radioterapii, Grant opuścił jedynie 14 dni w swojej pracy. Pomimo braku całkowitego smaku stworzył nowe menu dla swojej restauracji. Niektórzy twierdzą nawet, że była to najlepsza karta dań w jego karierze. On sam wypowiada się na ten temat bardzo skromnie, mówiąc, że gotowanie to nie tylko smak to przede wszystkim pewne zasady łączenia poszczególnych produktów. Wie o tym jak mało, kto na tym świecie, w końcu kuchnia molekularna to przede wszystkim zasady łączenia. Dla większości Was kuchnia kojarzy się z wielkim hałasem i ciągłym pośpiechem. Żadnej z tych cech nie uświadczycie w Jego kuchni. Wszyscy działają tam, bowiem w niesamowitej harmonii i jeszcze większej ciszy. On nie musi nic mówić, by jego podwładni wiedzieli, że jest w kuchni.
Ogromna wola walki pozwoliła mu robić to, co kocha. Dzisiaj Grant czuje się coraz lepiej, smak powraca a On sam może rozwijać swoją restaurację wymyślając nie tylko nowe przepisy z zakresu kuchni molekularnej, ale również urządzenia, na których pracuje.
Alinea jest przykładem, że czasem restauracja to coś więcej niż tylko miejsce spotkań nad talerzem dobrego jedzenia.


Po resztę zdjęć odsyłam na stronę www.

6 komentarzy: