piątek, 19 marca 2010

    Bo Ty nic nie rozumiesz!”. Ilu rodziców codziennie słyszy to zdanie od swoich nastoletnich córek?. Ile nastoletnich córek mówi to codziennie swoim rodzicom bądź, chociaż powtarza w swoich myślach?. Matematyk z „Małego Księcia” na pewno by się nie nudził. Ta książka pomoże Wam zrozumieć siebie bądź córki a przy okazji zapewni naprawdę miło spędzony czas.
Podstawową zaletą powieści Federico jest jej prawdziwość. Widać ciężką pracę autora nad tym by poznać zwyczaje młodych ludzi, ich uczucia, język, którym posługują się, gdy już nie muszą być przykładnymi dziećmi swoich rodziców. Pisarz nie koloryzuje świata jaki otacza dzisiejszą młodzież, nie pisze o ideałach o których codziennie prawią rodzice, nie ma tutaj też księżniczek i królewiczów. Dzięki tej powieści mogłam cofnąć się w czasie i zobaczyć swoje „wielkie” problemy, pośmiać się z własnej naiwności. Zdziwiło mnie jak biegle została opisana szkolna rzeczywistość, bo przecież szkolne czasy autora przypadały na zupełnie inną erę technologiczną, dzisiejsza młodzież pewnie by powiedziała, że wtedy technologii nie było. Bohaterom nie obce są najnowsze komórki, wydarzenia muzyczne czy też powszechność Internetu wraz z komunikatorami. Z nie małym przerażeniem odkryłam włoską stronę www, gdzie uczniowie umieszczają filmiki zrobione w szkole. Często na tychże filmach widnieją bardzo głupie dowcipy zrobione nauczycielom. To raczej nigdy się nie zmieni, jeśli nie zacznie się od podstaw, czyli domu. Choć nastolatki wkraczają już w czas, kiedy to więcej ich nie ma niż są w domu, to jednak on jest fundamentem ich stabilności.
Dla głównej bohaterki największą podporą jest jej brat, którego zalotnie nazywa Rusty James’em. Carolina jest w niego wpatrzona jak w obrazek, cokolwiek nie zrobi bądź powie według niej zawsze ma w tym racje. Federico pokazuje tą niesamowitą wieź, jaka może się zrodzić tylko między bratem a siostra. Kolejną ważną postacią w życiu, Caroliny jest jej mama, która spełnia wszystkie zachcianki swoich dzieci. Mówiąc krótko swoje szczęście utożsamia z ich szczęściem. Ja jako ta dorosła czytelniczka pokusiłabym się o rozważania czy faktycznie warto rezygnować całkowicie z siebie dla dzieci, dla młodzieży spełni ona po prostu funkcję matki, o jakiej każdy marzy. Carolina posiada również siostrę, co znowu dla dorosłego czytelnika będzie oznaką zazdrości o pozycję w rodzinie, a dla młodzieńca zwykłą wredotą. Pojawia się również problem umiejętnego okazywania uczuć przez ojca. Wychowywany był zapewne „twardą” ręką, być może zaznał głodu i niedostatku do tego życie wyprało go z marzeń. Jak większość rodziców chce dla swoich dzieci dobrze. Niestety zdarza się, że dobro rozumiane przez rodziców nie idzie w parze z dobrem dziecka. Myślę, że wielu młodych ludzi czuje się nie rozumianych przez swoich rodziców, boi się im mówić o swoich marzeniach by nie zostać wyśmianym. Dlatego cieszę się, że ten wątek został umieszczony w książce. Jak pisałam wcześniej okres dojrzewania to również czas kiedy dzieci (wybaczcie młodzi czytelnicy) chcą się poczuć dorośle. Czas, kiedy jeszcze pod nosem pachnie ciepłym mlekiem i dobrze nam z tym, a jednocześnie chcemy nosić szpilki i krawaty.
Te rozdarcie widać szczególnie, gdy chodzi o kontakt z dziadkami. Dwa różne pokolenia, różne przyjemności. Gdy już uda się „zabrać” wnuczce trochę jej czasu zaczyna dziać się magia... Feeria zapachów, kolorów i przede wszystkim niesamowitej miłości. Dziadkowie Caroliny są kwintesencją najpiękniejszego związku, jakiego każdy chciałby doświadczyć a przede wszystkim trwać w nim przez lata. W fantastyczny sposób przelewają swoją miłość na wnuczkę, opiekują się nią, pokazują świat, mobilizują do działania. Robią dosłownie wszystko to, za co kochamy dziadków. A kiedy już wyjdziemy od tych cudownych dziadków, oczywiście dzwonimy po przyjaciółki. W przypadku Caroliny są dwie: Alis i Clod. Można by powiedzieć, że każda z trzech dziewczynek to inny żywioł. Moja uwaga skupiła się na Alis, pewnie, dlatego, że było mi jej najbardziej żal. Alis, tak naprawdę nie wie, co oznacza miłość Uważa, że to coś, co można kupić. Rodzice będący w separacji rekompensują to córce ciągłymi przypływami na konto, dzięki czemu Alis sprawia swoim przyjaciółką prezenty warte bagatela kilkaset euro. Tak zgadliście, to oczywiście ulubiona przyjaciółka Caroliny. Na usprawiedliwienie dodam, że wcale nie ze względu na drogie prezenty. Dzieci wychowywane tak jak Alis, nie znają słów: przepraszam, dziękuję, proszę. Takie dzieci po prostu biorą, bo uważają, że im się należy. Imponują pozostałym swoją „przebojowością”. Takie dziewczynki również są miłe do tzw. Czasu. Nie mają żadnej hierarchii wartości, zahamowań, są tak spragnione miłości, ale tak naprawdę nie wiedzą, czym ona jest. Myślę, że każdy z nas miał kiedyś taką osobę w otoczeniu, skoro mówię każdy to mam na myśli również rodziców. Dzieciom ciężko jest myśleć o rodzicach w kategorii nastolatków, oni są od kar. „Czasy rodziców były dla nas zupełnie inne, no i oczywiście rodzice nic nie rozumieją”. Pisarz pokazuje, że trzeba pozwolić dziecku na jego własne błędy i rozczarowania. Nie można go przed tym uchronić, można zaś być ramieniem, gdy dziecko pozna ból rozczarowania. Carolina jest małym molem książkowym. Ok. może mol książkowy to za dużo powiedziane, ale literaturą bynajmniej nie gardzi. Często nawet zapisuję w swoim pamiętniku różne cytaty z książek, bądź wyszukane w Internecie, do tego potrafi jeszcze je świetnie umiejscowić w czasie. Za pomocą rozmowy Caroliny ze sprzedawcą w jej ulubionej księgarni pisarz sprytnie krytykuje swoją debiutancką powieść „Trzy metry nad niebem”. Lubię i niezwykle szanuje autorów z dystansem do swojej osoby a przede wszystkim do twórczości. Krytyka dotyczy postaci i sposobu, w jaki są przedstawione, dla smaczku dodam, że jest to krytyka wyczytana na jednym z forów młodzieżowych.
Widzicie tytuł (Amore 14) i zastanawiacie się, czemu ani słowa nie napisałam o tej miłości, która jest pierwszym skojarzeniem. Hm najlepsze na koniec? Kto wie?.. Przewrotności losu nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Specjalnie omijałam ten temat by zaskoczenie wywarło na Was większy wpływ. Uwierzcie na słowo, że Federico jest mistrzem zakończeń powieści młodzieżowych. Absolutnie nie idzie na łatwiznę i nie spełnia przypuszczeń nastoletnich czytelników. W tej powieści Federico zaskakuje również formą. Przyzwyczaił mnie już do narracji z poziomu kilku głównych bohaterów. Tym razem jednak główną i jedyną narratorką jest Carolina. Punkt widzenia członków jej najbliższej rodziny przedstawiony jest w formie listów, gdzie każdy się przedstawia, opisuje siebie i swój stosunek do Caroliny. Choć listy są 2-3 stronicowe, to wystarczają za cała narracje.
Federico wprowadza zupełnie nowy wymiar powieści młodzieżowej. Książka jest świeża, lekka, zabawna. Pokazuje wartości, ale nie narzuca ich. Czytelnik może wybrać to, co mu odpowiada w danej chwili i adekwatnie do wieku bądź przeżyć. Autor nie stawia się na pozycji wszechwiedzącego, nie umoralnia, nie ocenia swoich bohaterów nawet, gdy czynią źle. Nie ocenia za to stara się pokazać wszystkie strony medalu, na który patrzymy.
Polecam Wam ogromnie tą książkę tak samo zresztą jak wszystkie inne, które wyszły spod jego pióra.

P.S. Absolutnie nie pogniewam się, jeśli za rok wydawnictwo Muza zechce zrobić mi prezent na dzień kobiet i zaprosi Federico Moccie do Polski. Obiecuję będę pierwsza w kolejce po autografy. Mogę czekać nawet od rana a nawet spać w śpiworze pod księgarnią. :-)

12 komentarzy: