Wszystkiego mieć nie można. Prawda stara jak świat, ale niektórzy o niej skutecznie zapominają. Tak jest w przypadku Anne Bishop. Pisarka chciała połączyć fantastykę psychologiczną skupiającą się na relacjach między postaciami i tą „zwykłą” pokazującą magiczne krainy i stwory.
Czytałam parę opinii, które tą książkę zachwalały i przez które zaczęłam się zastanawiać nad swoją sprawnością intelektualną. Myślałam sobie: „ Czy ta książka jest dla wyjątkowo mądrych a ja się do nich nie zaliczam?”. Działo się tak przez zbyt dużą ilość szczegółów niekoniecznie sprawnie ze sobą połączonych przez pierwsze 80 stron książki. Chyba pierwszy raz w swoim życiu szukałam zajęcia byle tylko odejść od książki. Później było trochę lepiej, choć daleko do ideału. Podobało mi się odwrócenie ról podczas poruszania problemu prostytucji. To mężczyzna był tym wykorzystywanym. Pomysł dobry, być może nawet i oryginalny szkoda, że wykonanie już kuleje. Miałam wrażenie, że temat jest poruszony bardzo powierzchownie i tylko w jednym aspekcie – obrzydzenia do siebie samego i nienawiści do tych, którzy wykorzystują, a przecież ten problem ma szerokie spektrum zagadnień. Tak samo było w przypadku pedofilii. Sami przyznajcie, że problem jest poważny i musi być naprawdę słabo opisany, jeśli nie porusza. W bohaterach brakowało mi jakiejś ikry życia. Byli za mało wyraziści jak dla mnie. Niestety, ale same muskuły czy słodka buzia osobowości nie tworzą. Ciężko też mówić o jakieś akcji, która powalałaby i wciągała. Były 2 czy 3 sytuacje „poważniejsze”, ale bez ekscytacji z mojej strony. Wyglądało na to, że autorka nie wiedziała, na czym ma się skupić i pomysł klarował się dopiero podczas pisania. Nie jest to złe pod warunkiem, że w takim stanie nie idzie do druku. Chciała zawrzeć tam wszystko a w rezultacie to „wszystko” było bardzo powierzchowne i do niczego. Lektura nie pobudziła żadnej struny mego serca a mózg doprowadziła do frustracji.
Niektórzy mają dar pisarstwa od momentu poczęcia, inni muszą styl wypracować. Mam nadzieje, że Anne Bishop należy do tej drugiej kategorii i następne tomy trylogii będą, co najmniej zadowalające a mój trud zostanie nagrodzony. Na razie najlepszą częścią książki jest okładka...
piątek, 14 maja 2010
Related Posts
"Dziedziczka cieni" i "Królowa ciemności" - Anne Bishop
Pisanie trylogii, sag i tym podobnych nie jest dla każdego. To wyjątkow0 ciężk...Read more
Królestwo czarnego łabędzia - Carroll Lee
Podstawową zasadą dla pisarzy/autorów, którzy chcą wydać książkę z gatunku, który ma d...Read more
Ja, diablica - Katarzyna Berenika Miszczuk
PREMIERA 6 PAŹDZIERNIKA Dyskoteka, zabójstwo, śmierć, piekło.... Współczujesz? ...Read more
Anima Vilis - Krzysztof Dąbrowski
Lubię się bać. Ten, kto mnie zna wie, że jest to upodobanie masochist...Read more
Ostatni rejs " Fevre Dream" - George R.R. Martin
Przeczytałam sagę Zmierzchu i polubiłam ją. Złośliw...Read more
Małżeństwo wagi półśredniej - John Irving
Niektórzy z nas zawarcie małżeństwa nazywają podpisaniem papierka, cyrografu. Więk...Read more
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)