piątek, 14 maja 2010

     Klaudyna pisała niedawno o Edwardzie jako o mężczyźnie idealnym. A ja się pytam, po co komu Edward skoro jest Step... Tak idealnie nieidealny. Silny, przystojny, dobrze zbudowany, z tupetem jak stąd do kosmosu. W każdej bajce musi być również Fiona tudzież Babi. Pasująca jak ulał do roli księżniczki. Elitarna szkoła, zamożni rodzice, markowe ubrania i zainteresowanie najlepszych partii.
Rutyna, rzymska ulica jak każda inna na świecie, zwyczajny dzień rozpoczynający niezwykłą historie....
Społeczny mezalians, wielka miłość z nadzieją, poświęcenie, zmiana, bójki, przyjaźń, ból, wkraczanie w dorosłość, utrata najważniejszych osób w życiu.... Wszystkie te wątki znacie. Nie znacie (przynajmniej w większości) jednak sposobu narracji Mocci i emocji, jakie dostarcza. Jest wyjątkowo i niepowtarzalnie, bezkompromisowo. Niezależnie od tego czy bawi czy wzrusza zawsze robi to do łez. Jego bohaterowie nie są biali albo czarni. Posiadają wszystkie kolory tęczy a nawet podczerwienie i ultrafiolety. Niepokorny to zdecydowanie synonim głównego bohatera. Nie boi się nikogo ani niczego. Chuligan? Owszem, ale z piękną, włoską duszą. Jak każdy facet kiedy chce potrafi być ujmujący, kochający i szarmancki. Choć mnie pociąga w 100 % taki, jaki jest, czyli nieokiełznany.
Wszystko to w pięknej i codziennej scenerii Rzymu, często niedostępnej dla turystów. Federico ma miłość do swojego kraju we krwi i nie musi udowadniać jego cudowności na siłę. Może skupić się na relacjach ludzkich a reszta dopisuje się sama. Akcja nie musi dziać się wśród największych zabytków by czuć magie Italii. W tym przypadku poszukiwania Południowego ducha zawsze sięgajcie po autentyczną prozę Włochów a nie amerykańskie substytuty w stylu A. Trigiani.
Zakończenie? Pisarz nie spełnia oczekiwać czytelników, igra z nimi i ich emocjami a przez to potęguje głód na kolejną część książki i uwielbienie dla niego samego.
Spróbujcie sami a wniesiecie się, co najmniej „Trzy metry nad niebem”.


12 komentarzy: