niedziela, 24 października 2010

                 To, że kocham Paryż nowością dla nikogo nie jest. To, że wszystko, co z nim związane zwraca moją uwagę też nie dziwi. Więc siłą rzeczy mój wzrok musiał paść na książkę Ludwika Stommy „Paryskie spacery”. Z tyłu okładki wydawnictwo informuje, że mieszka w Paryżu. „Pokazuje Paryż światła i cieni, piękno i brzydotę, rozwodzi się nad detalem. Takiego Paryża nie znacie, nietypowy to przewodnik”.
„Książkę” czyta się dobrze, bowiem autor posiada barwne pióro. Z drugiej strony myślę sobie, że ja znam Paryż, więc też mnie wystarczy nazwa by ulica, obiekt i wszystko inne było niemalże namacalne. Toteż swojej ręki nie dam uciąć, że na wyobraźnie ludzi nie będących w tym mieście zadziała tak samo.
Znajdziecie tu milion historyjek i anegdot. Dla mnie to osobiście było super. Z punktu turystycznego to nie do końca trafiony pomysł. Nie wiem ile razy trzeba by było przeczytać ten przewodnik by zapamiętać go. Przecież idąc na spacer nie bierze się książki i nie czyta wszystkiego, co autor napisał stojąc przy rzeźbie czy w bramie. Oczywiście można zrobić segregację, jeśli ktoś jest ambitniejszy. Miłym akcentem tez są cytowane wiersze dotyczące Paryża, ale tego też od pana Stommy można by oczekiwać czytając laurkę, jaką na odwrocie wystawiło mu wydawnictwo.
Widać, że autor faktycznie mieszka w Paryżu i że lubuje się w nim. Treść podzielona jest na 12 rozdziałów. Każdy rozdział to jeden spacer. Trasy są przemyślane, dołączone są mapki, choć takim talentom jak ja nawet mapki nie pomagają.
Warto pochwalić za świetny indeks z tyłu książki. Zrobiono nawet dwa. Jeden odnoszący się do nazwisk a drugi do miejsc, ulic, placów, bulwarów.
Należę do osób, dla których zdjęcia są podstawą przewodników. Moi Drodzy ja nie wiem jak życiowym partaczem trzeba być, żeby w Paryżu zrobić fotografie pokazujące pustkę. W tej książce fotografie są obrzydliwe, ciemne i bardzo często rozmyte, co bynajmniej nie ma wartości artystycznej. Nie ma w nich kompletnie żadnej magii. Klasyfikują się do szufladki pt. „Co autor miał na myśli”. Ja nie wiem.
Nigdy nie patrzę, kto robi zdjęcia. W tym przypadku byłam tak zbulwersowana, że sprawdziłam. Autorem jest Jarosław Sypniewski. Naprawdę nie wiem gdzie miał głowę wykonując swoją pracę. Patrząc na te zdjęcia kompletnie nie wiem, co on chce mi przekazać, co go zachwyciło. Myślę, że sam tekst lepiej zadziała na wyobraźnię niż wszystkie zdjęcia razem wzięte.
Ten typ literatury podlega dla mnie też ocenie względem ceny. Moim zdaniem cena 40 zł jest zdecydowanie wygórowana przy tym, co nam się oferuje. Przykro widzieć, że to nazwisko kształtuje cenę a nie całkowite wykonanie. Do pióra pana Stommy zastrzeżeń mieć nie można. Inna kwestia jest czy to, co on pisze jest pomocne. Ja potraktowałam to jako uzupełnienie wiedzy historycznej. Wydanie i jakość fotografii pozostawiają wiele do życzenia. Szczerzę dziwie się, że mieszkaniec Paryża, osoba lubująca się w tym mieście chciała się pod tym podpisać, bo mnie prędzej ręka by uschła.

2 komentarzy: