wtorek, 28 grudnia 2010

       Morderca. Kim jest? Jak wygląda? Jak się zachowuje? Gdzie mieszka?
To jedne z nielicznych pytań, na które odpowiedź chcieli znaleźć czytelnicy sięgający po książkę Paula Brittona.
Czy się udało? Nie.
Większość odpowiedzi uzyskuje się dopiero po popełnieniu przestępstwa. Są ludzie psychicznie chorzy, z różnymi dysfunkcjami i w tych przypadkach można jedynie przewidywać prawdopobieństwo zdarzenia.  Gdy stan chorych jest wyjątkowo zaawansowany zamyka się ich w odpowiednich ośrodkach, gdzie przebywają pod kontrolą sztabu psychiatrów. Pozostali żyją wśród nas. Jadają z nami posiłki, razem pracują, chodzą na piwo do pubu. Owa zwyczajność jest jednym z problemów podczas śledztw. Gdyby mordercy wizualnie odbiegali od społecznych norm, wykazywaliby się określoną agresja to nie byłoby przeszkód w zdobywaniu oskarżonych a później skazaniu ich. Tymczasem najczęściej jest zdziwienie i sakramentalnie zdanie: „To taki porządny człowiek.”. 
W głowie pojawia się pytanie: „Skoro mordercy są wśród Nas, jakim cudem psychologom udaje się określić ich profil, czym się kierują?”.

Otóż „w przypadku przygotowywania profilu przestępcy, najdrobniejsze informacje o zbrodni są analizowane, wziąwszy pod uwagę całą dostępną wiedzę teoretyczną. Ważne jest wszystko: miejsce, czas, broń, ofiara, okrucieństwo ataku i stopień zaplanowania zbrodni. Każdy z tych elementów mówi coś o osobie sprawcy. Wszystko tkwi w szczegółach. Jeśli coś przegapimy, to jesteśmy zgubieni i nie potrafimy zrozumieć rzeczy, które odkryjemy. Przypomina to wejście do egipskiego grobowca i oglądanie ścian pokrytych hieroglifami. Znając język, składnię i gramatykę, jesteśmy w stanie odczytać wiadomości i zrozumieć, kim byli ludzie, którzy zbudowali grobowiec. Lecz jeśli nie wiemy, w jaki sposób je czytać, to pozostaną one jedynie ładnymi rysunkami, które nie mają żadnego znaczenia, lub, co gorsza, mogą prowadzić do błędnych wniosków.” *

Zbrodnie. Te przedstawione w książce nie ograniczają się do jednego wystrzału broni, wbicia noża czy uduszenia a wręcz przeciwnie. To czyny, których człowiek nie jest wstanie wyobrazić sobie. Najgorsze koszmary przy nich to zwyczajne bajki na dobranoc.
Choć poznałam tylko opowieść pisemną, pozbawioną fotografii z miejsca zbrodni, twarzy mordercy to niejednokrotnie moje ręce zaciskały się mocniej na kartach powieści a na policzku pojawiała się łza. Myślę, że to nieuniknione, kiedy czyta się o bestialskich zbrodniach na dzieciach czy gwałtach.
Ponieważ autor jest psychologiem nie obce jest mu pojęcie godności, prywatności. W książce opisane są tylko niezbędne sytuacje, cechy jak i oczywiście przebieg zbrodni. Wszystko inne pozostaje za zamkniętymi drzwiami, do których nie mamy klucza. Nie pada ani jedno zdanie czy nawet słowo, po którym można by oskarżyć Paula Brittona o chęć dorobienia się na tragedii. Autor nie gloryfikuje swojego wkładu w rozwiązanie śledztw a elementy biograficzne wstawia jedynie tam, gdzie są one potrzebne by zrozumieć wybory, których dokonywał.

Przyznam się, że zanim rozpoczęłam studia bardzo chciałam być psychologiem sądowym. „Pasjonowałam” się programami o zbrodniach i tajnikami zgłębiania ludzkich umysłów. Gdy dorosłam do tego by zrozumieć, z jakim ogromem tragedii przyszłoby mi się stykać, na co dzień stwierdziłam, że nie jestem wystarczająco silna psychicznie. Nie potrafiłabym oddzielić życia prywatnego od zawodowego.
Dzięki tej lekturze zobaczyłam, że nie myliłam się. Autor pokazuje jak ważne jest zrozumienie partnerki, której 5 rok z rzędu odmawia się wspólnych wakacji. W końcu jak można odmówić policji w wymierzaniu sprawiedliwości, szczególnie, gdy istnieje podejrzenie seryjnego mordercy?
Paul Britton był obecny przy rozwiązywaniu setek spraw. Każda z nich wystarczyłaby by „normalny” człowiek miał w najlepszych przypadku koszmary do końca swojego życia. Jak zatem sobie radzi?

"Ludzie czasami pytają mnie, w jaki sposób radzę sobie z przygnębieniem i nie przynoszę zmartwień z pracy do domu, prawda jest trochę inna. Nie zabieram pracy do domu, lecz za każdym razem zostawiam cząstkę siebie na miejscu zbrodni. **
Zastanawiam się tylko czy któregoś dnia nie zabraknie mnie zupełnie i nie będzie miał, kto wrócić do rodziny. " ***

Z tej książki możemy też dowiedzieć się, jakie początki miała medycyna sądowa w Anglii. Autor niewątpliwie jest jednym z angielskich pionierów tej dziedziny. Opisuje swoje początki, niepewność funkcjonariuszy aż do momentu, kiedy profilowanie staje się oczywistością. Ono nie rozstrzyga zagadki, lecz stanowi ważny element, który pozwala zawęzić grupę podejrzanych a następnie wybrać oskarżonego.

Język jest prosty. Pan Britton ma świadomość, do kogo kieruje swoją książkę toteż nie zasypuje czytelnika tysiącem specjalistycznych nazw, których na pewno się nie zapamięta.
To nie jest lektura do czytania na wyrywki. Nie zastosowano tutaj techniki jeden rozdział – sprawa. Nie zaspokoi również poszukiwaczy taniej i pustej sensacji.

Podsumowując:
Poruszająca i dogłębnie wstrząsająca. Świadectwo ogromnej pracy psychologa jak i funkcjonariuszy policji. Świadectwo inteligencji oraz człowieczeństwa autora.
Polecam z zaznaczeniem, że nie jest to lektura dla osób poniżej 18 roku. Przynajmniej w kwestii prezentu.


*”Profil mordercy” Paul Britton, wyd. Znak, str. 123
** Tamże, str. 268
*** Tamże, str. 522

3 komentarzy: