niedziela, 5 grudnia 2010


      Czy wiedźma zawsze musi latać na miotle? Czy wampir zawsze musi pić krew i bać się czosnku? Nie muszą! I bez tego może powstać świetna książka. Udowodniła to Olga Gromyko.
Tytułowa Wiedźma zwie się Wolhą Redną, którą w skrócie pozwoliłam sobie nazywać WRedną. Będąc stale otaczaną przez mężczyzn, w dodatku studentów jej maniery są dalekie od ideału. Nie można za to odmówić jej siły charakteru, ogromnego poczucia humoru i zadziorności. Przez niedojrzałych studentów zapomina o swojej seksualności, o tym, że kobieta może być piękna i tym podobne. Od czego jednak jest mężczyzna, ten właściwy mężczyzna? Ano od tego by spojrzał tak, że aż motyle w brzuchu się unoszą i chce się ładnie ubrać. Nieważne wtedy, że jest Wampirem, bo jak mówią nie taki diabeł straszny jak go malują. Boimy się tylko tego, czego nie znamy. 
Fabuła książki nie jest skomplikowana. Co zatem sprawia, że chcemy poświęcić swój czas pisarce i nawet „wciągamy się”? Możliwe, że sposób dawkowania informacji. Choć nie ma tutaj misternej intrygi to nie możemy przewidzieć do końca rozwoju wydarzeń. Autorka tworzy swój świat wraz z rozwojem wydarzeń, co jej potrzebne „do szczęścia” to pisze. Jednocześnie też fabuła nie jest przeładowana, nie ma w niej żadnej nielogiczności, o co przecież nie trudno.
Pisarka za pomocą głównej bohaterki obśmiewa wszystko i wszystkich. Robi to z ogromnym wdziękiem, bo jak tutaj np. nie rozczulać się nad klaczą zwaną Stokrotką? Nie mam bladego pojęcia. :-)
Brawa również należą dla wydawnictwa za świetną okładkę. Przykuwa uwagę każdego a do tego zawiera wszystkie najważniejsze elementy symbolizujące zarówno fabułę jak i charakter głównej bohaterki.

Nie jest to wiekopomne dzieło. Za to w kategorii umilacza wieczoru zdecydowanie zdobywa maksymalną ilość punktów. Ta lektura to jeden z najlepszych sposobów na rozgrzanie mięśni brzucha i przeciwdziałanie zimowej depresji. Ubaw po pachy gwarantowany.

3 komentarzy: