wtorek, 28 grudnia 2010

           Dysonans poznawczy. Właśnie to czułam po przeczytaniu książki i porównaniu jej z okładką.
Powiedzmy szczerze. Okładka wygląda jak ulotka z państwowej poradni ginekologicznej.
Akcja zaś jest szybka i nie ma w niej za wiele miejsca na sceny miłosne a tym bardziej erotyczne.
Koniec czepiania się. Teraz następują plusy.

Po pierwsze i najważniejsze autor nie pozwala czytelnikowi na znudzenie się czy też zniecierpliwienie. Fabuła jest przemyślana a do tego częste i zaskakujące zwroty akcji.
Po drugie ciekawe przedstawienie pracy detektywa. Okazało się, że to coś więcej niż podsłuchy i dobrze zbudowana sylwetka. W tej pracy najważniejszym mięśniem jest mózg. Bez niego ani rusz. Trzeba umieć przewidywać ruch przeciwnika i dzięki temu wyprzedzać go.
Po trzecie częsta zmiana otoczenia, w którym rozgrywa się akcja. Janusz Beynar wiernie oddaje klimat zarówno kanadyjskiego parku narodowego jak i klasztoru mieszczącego się na polskich mazurach.
Po czwarte pomysł. Moja wiedza jest zbyt mała by móc stwierdzić, że jest nowatorski. Pewne jest za to, że książka wyzbyta jest taniości. Autor nie posługuje się schematami, stereotypami.
Po piąte bohaterowie. Doskonale wykreowani, żywi, myślący (o to ostatnio trudno), wielowymiarowi. Na szczególne brawa zasługuje główny bohater. Jest męski w tym pozytywnym znaczeniu. Wie, kiedy należy walnąć pięścią w stół, dla ukochanych osób oddałby swoje życie, jest inteligentny i wierny swoim zasadom.
Po szóste... Naprawdę potrzebuje kolejnych powodów by sięgnąć po tą książkę? Tak? No dobrze. W takim razie POLECAM!.




3 komentarzy: