sobota, 18 czerwca 2011

     Zmieniam się. Zaczynam dostrzegać nowe rzeczy, a jeszcze inne widzę zupełnie inaczej niż przed paroma laty. Ostatnimi czasy coraz bardziej zaczynam się interesować feminizmem. Nie jest to podążanie za modą, bo nagle kobieta światowa musi być niezależna oraz „wyznawać” feminizm. Dla mnie to poszukiwanie siebie, zrozumienie istoty swojej kobiecości, walczenia o przysługujące prawa. Z tego powodu nie mogę polecić „Klubu niewiernych żon”. To klub snobek, które są zadufane w sobie. Są egoistkami, do tego niezbyt rozumnymi. Za problemy uważają brak drogich sukienek czy nudę w związku. Za rozwiązanie tego drugiego zdradę.... 
 Postacie są płytkie, jednowymiarowe i stereotypowe. Z tej książki nie płynie żaden morał. W pewnym sensie można by rzecz, że można zdradzać pod warunkiem dobrego planu i jak najmniejszej liczby powierników. Nie ma tutaj mowy o tym jak te kobiety krzywdzą mężów, dzieci i przede wszystkim siebie. Uważam, że zdrada najbardziej dotyka tego, który ją praktykuje, bo to jego duszę zatruwa. Jedynym plusem tej książki jest zakończenie. Przyznaję, że zaskakujące i inteligentne. To jednak pozwala mi zastanawiać się nad tym dlaczego autorka, która najprawdopodobniej ma umysł i potrafi z niego korzystać napisała książkę o tak miernych  kobietach? Nie wiem i chyba wolę nie wiedzieć. Spycham wszystko co się tyczy „Klubu niewiernych żon” w otchłań zapomnienia.

3 komentarzy: