czwartek, 30 czerwca 2011

    Ilekroć sięgam po książkę, której akcja toczy się w jednym z krajów arabskich zastanawiam się, czego oczekuję. Chcę się nauczyć czegoś czy może dowieść wyższości kultury europejskiej? Odpowiedź leży po środku, nic nie jest jasne, czarno-białe. Sprawę z tego zdaje sobie doskonale również Leila Aboulela, serwując w swojej najnowszej książce próbę połączenia dwóch różnych kultur.
Akcja rozgrywa się w Sudanie, pod koniec panowania Brytyjczyków w latach pięćdziesiątych. Bohaterami są członkowie zamożnego rodu Abuzajdów. Na pierwszym planie jest postać seniora Mahmuda oraz jego 2 żony, które stają się symbolami dwóch różnych rzeczywistości, starej i nowej. Zderzenie edukacji i piękna ze starymi wierzeniami, przesądami. Nie zdziwi nikogo, że obie panie (jedna z nich bardziej) próbują wpływać na męża, by to ich dzieci wyróżnił a przez to je same. Skomplikowane? Cóż, to dopiero początek góry lodowej, a raczej góry skrywanych uczuć, jakie utrzymują się w sercach członków klanu Abuzajdów.

    Tytuł jest dobrany idealnie, bo styl pisarki jest niczym egzotyczna pieśń powoli docierająca do uszu, pozwalająca na relaks i pewne odurzenie. Postacie są charyzmatyczne, niekiedy nawet niezwykle bliskie czytelnikowi. Przyznam się, że wczułam się w ich losy jakbym sama była częścią tej rodziny, jedną z dalekich kuzynek. 
Osobiście odbierałam akcję w sposób „tu i teraz”, zaś moja mama mogła odnieść niektóre sytuacje do swojego doświadczenia, podczas porównywania się do głowy rodziny. Mając dorosłe dzieci, starając się zapewnić im się wszystko co najlepsze, w tym rzecz jasna wykształcenie, nie można zapobiec poznawaniu świata innego niż tej „pierwszy, własny”, świata często o wiele bardziej pociągającego. Jednocześnie rodzice próbują wychować dziecko wedle tego, w co sami wierzą, czego ich nauczono w młodości. W dobie tamtego podziwu dla brytyjskości, a dzisiejszej globalizacji stoi się przed takimi samymi problemami, przed potrzebą zachowania własnej tożsamości.
Wartością nadrzędną takich lektur jest nie tylko przybliżenie inności, ale przede wszystkim pokazanie, że w sferze uczuć więcej nas łączy niż dzieli. Matki tak samo oddadzą życie za swoje dzieci, kobiety tak samo kochają i pragną być podziwiane, mężczyźni uwielbiają poczucie władzy i schronienie w ramionach partnerek. Łączą nas te same mechanizmy biologiczne, ta sama struktura budowy DNA i niekiedy też te same stereotypy, hołdujące jednej z płci.

    Podsumowując:
Dobrze i zgrabnie napisana książka, trafiająca do czytelnika poprzez nagromadzenie uczuć i inteligentnie rozwijaną fabułę.

2 komentarzy: