poniedziałek, 25 lipca 2011

     Zawiodłam się. To nie jest najlepszy początek recenzji, ale inaczej zacząć nie można. Sięgając po kolejną książkę A. McCalla Smitha miałam nadzieję na mile spędzony czas, kiedy słowo pisane będzie niczym balsam dla zbolałej duszy, niczym gorąca kąpiel po ciężkim dniu. Niestety zamiast tego dostałam znane już schematy, mało porywającą akcję i jeszcze mniej atrakcyjnych bohaterów.
     Pisarz nie posunął się ani o krok w rozwoju. Mogłabym zaryzykować, że 70% książki to kopia pierwszej części, oczywiście napisana innymi słowami dla niepoznaki. Akcja toczy się wolno, przyznam się, że parę razy nawet zdarzyło mi się zwyczajnie ziewnąć. Znowu zaserwowano zlepioną powieść w odcinkach, można było to wykorzystać do zmieniania tempa, dodania pewnego dynamizmu, zwiększenia zaskoczenia u czytelnika – niestety nic z tych rzeczy nie zostało wykonane, stale jest ten sam spokojny ton, bez wzlotów i upadków, autor nie potrafił nawet nuty dramatyzmu takiemu zdarzeniu jak zostawienie 6 letniego chłopca na pastwę losu w Paryżu. Bohaterowie praktycznie nie ewoluują w żądną ze stron, niektórzy z nich mają dokładnie te same problemy, co w pierwszym tomie powieści i nic z nimi nie robią, dopiero wspaniałomyślny autor decyduje się na rozwiązanie tego i owego, ale nie miało to dla mnie zbyt wielkiego sensu, nagłe olśnienia zawsze są podejrzane i mało autentyczne.
     Jedyne plusy powieści to opis Edynburga, jego architektury i ogólnie pojętej atmosfery oraz lekkie pióro autora, dzięki któremu czyta się to w miarę szybko, kiedy bierze się pod uwagę mało interesujące wątki. Niestety to za mało by podarować swój czas, który dla mnie jest cenniejszy niż złoto.

2 komentarzy: