Miłość. Rodzina. Szczerość. Wierność.
To ponoć wartości nadrzędne. W prawdziwym życiu jednak bywa
inaczej. Nawet jeśli dążymy do nich, to robimy to w sposób niekoniecznie
zrozumiały dla postronnych. O tym właśnie jest najnowszy zbiór opowiadań
Bernharda Schlinka.
Jego bohaterowie pochodzą z pokolenia, które rozprawiło się
w wizją wojny. Żyją tu i teraz, mają codzienne problemy i w zasadzie mogliby
przywłaszczyć sobie każdą narodowość. Są ludźmi wykształconymi, odnoszącymi
sukcesy zawodowe, niekiedy zamożnymi.
Historie różną się kalibrem emocji, choć w każdej znajdziemy
nutę niepokoju, niezidentyfikowanej grozy. To fikcja oparta na rzeczywistości,
nawet w przypadku najbardziej nieprawdopodobnego tekstu jestem przekonana, że
owa historia mogła zdarzyć się naprawdę.
Mamy tu do czynienia ze zwykłym spotkaniem dwójki ludzi,
którzy są z dwóch różnych światów, choć łączy ich to samo pragnienie, ta sama
potrzeba bliskości. Jest mąż, który pragnie zatrzymać żonę tylko dla siebie.
Przypadkowy współpasażer lotu, którego ukochaną porwano na zlecenie jednego z
attache. Umierający na raka profesor, który pragnie popełnić samobójstwo w
otoczeniu rodziny. Mężczyznę, który okłamuje swoją kobietę przez co, gdy mówi
prawdę ta mu nie wierzy. Syna, który próbuje zmniejszyć odległość dzielącą go z
ojcem. I w końcu, ostatnia i jedyna w tym towarzystwie kobieta, której rodzina
przypomina o utraconej miłości.
Schlink jest minimalistą w formie. Słowa sączą się powoli,
by w odpowiednim momencie trafić w czytelnika swą wyrazistością i znaczeniem.
Autor dużą uwagę przywiązuję do otoczenia, szczególnie natura zdaje się
odzwierciedlać atmosferę, a nawet ją kształtować.