niedziela, 18 lipca 2010

        Bankier, mąż samotnej żony. Zamknięta w sobie staruszka. Para gejów. „Idealne” małżeństwo. Utrzymanek rodziców. Młoda dziewczyna bojąca się zaufać mężczyźnie. Starsza pani, która próbuje spajać mieszkańców. Zrzędliwy weteran wojenny. Matka cierpiętnica i tchórzliwy ojciec. Miłośniczka romansów żyjąca w świecie swoich fantazji. Zapatrzona w siebie egoistka. Wszystkie postacie spotkacie w jednej z nowojorskich kamienic.
„Dziewczyna z sąsiedztwa” to jedna z niewielu książek, której opis z tyłu okładki zgadza się z zawartością. Było zabawnie, wzruszająco i zarazem tragicznie.
Elizabeth Noble już po raz drugi zapewniła mi niezwykle przyjemnie spędzony czas. Jej proza jest lekka i niesamowicie ciepła w odbiorze. Porusza tematy ważne dla kobiet – zdrada, wybaczenie, macierzyństwo, zaufanie, partnerstwo, – ale nie narzuca własnego zdania. Pokazuje drogi, które można wybrać i ich ewentualnie konsekwencje. Najbardziej podobał mi się podjęty wątek dziecka w związku. Pani Nobel pokazuje, że rodzice to odrębny byt. Dorośli ludzie mogą przestać okazywać sobie czułość, mogą oddalić się od siebie, ale nigdy nie przestaną być rodzicami swoich dzieci. Dziecko nie jest również sposobem na powodzenie związku, nie można się o nie starać, gdy relacje między dorosłymi się nie układają. Wtedy zamiast polepszyć związek, sami prowadzimy go do upadku. Niezrozumienie pogłębia się, a każdy, kto miał doczynienia z kobietą w ciąży wie, że nie jest ona łatwym rozmówcą. Podczas ciąży wszystko odczuwa się bardziej emocjonalnie, najmniejsza błahostka potrafi wywołać histerie. Jeśli mężczyzna nie zrozumiał swojej żony na początku, tym bardziej nie zrozumie kobiety, którą się stała podczas ciąży.
Odłączenie dzieci od rodziców jest też ważne przy zdradzie. Wielu rodziców zgadza się spróbować dla dobra dzieci. Niestety zapominają o sobie. Wybaczyć komuś zdradę to nie to samo, co mieszkać z nim pod jednym dachem i dzielić to samo łóżko. Nieszczęśliwy rodzić, nie da prawdziwego szczęścia dzieciom.
Oczywiście był też wątek typowo romansowy – zakochałem się, więc się zmieniam na lepsze. Brzmi banalnie, nic odkrywczego. Macie rację. Jednak w tym tkwi siła prozy Noble, ona nie udziwnia swoich bohaterów ani ich losów, nie próbuje na siłę dodać im dramatyzmu. Pokazuje życie takie, jakim jest, stawia na prostotę i wygrywa.
Pisarka świetnie oddaje też klimat Nowego Yorku jako miasta pełnego ludzi. Wiecznie idealnych pań na 12 centymetrowych obcasach, mężczyzn pełnych ambicji i odnoszących sukces w życiu. Pokazuje samo serce metropolii – Central Park, gdzie mieszkańcy fundują ławki w celu upamiętnienia chwil czy ukochanych osób. Czy istnieje lepsza inicjatywa?
Po przeczytaniu tej książki ma ochotę iść się do sąsiadów i poznać ich naprawdę, nie tylko z imienia i nazwiska. Być może, ktoś z Was zorganizuje wspólne „roboty” sąsiedzkie, zaprosi na cocktail party. Marzycielska wizja, ale właśnie od tego są takie książki. Autorka uświadamia nam przecież, jak mało znamy otaczających Nas ludzi, nie tylko we własnym bloku, ale też w pracy czy szkole. Gdybyśmy, choć raz zechcieli zwolnić i wysłuchać innego człowieka, kto wie jak potoczyłoby się nasze życie. Zmiany nie muszą być skutkiem długiego i żmudnego procesu.
„Dziewczyna z sąsiedztwa” to idealna pozycja na letni wypoczynek zaś w sercu zostaje na dużo dłużej. Mnie bardzo spodobał się cytat zaczerpnięty z Ralpha Waldo Emersona, który autorka zamieściła na początku i końcu swej książki:

„Nie podążaj w stronę, w którą wiedzie ścieżka. Idź tam, gdzie jej nie ma, i wytycz szlak.”

Polecam.

6 komentarzy: