wtorek, 27 lipca 2010

         Przeczytałam sagę Zmierzchu i polubiłam ją. Złośliwi, których imię rozpoczyna się na literę K powiedzą, że dotrwałam do końca by zobaczyć czy Edward i Bella będą się kochać. Cóż.. Droga K, wiesz, że masz rację :-). Proza pani Meyer nie była objawieniem, ciężko też nadać jej laur złotego pióra. Ot typowa powieść dla nastolatek. Wampiry jako takie również nie były w centrum moich poszukiwań czytelniczych, do czasu, gdy natrafiłam na „Ostatni rejs Fevre Dream” George’a R.R. Martin’a. Śmiało można powiedzieć, iż jest to perła w literaturze fantastycznej.
Pisarz ma doskonały warsztat, którym przekona do siebie każdego. Książkę czyta się niezwykle lekko a jednocześnie w pełnym napięciu oczekuje się, co będzie dalej. Pan Martin świetnie zwodzi swojego czytelnika, bawi się z nim w kotka i myszkę. Do ostatniego momentu ciężko przewidzieć jak się skończy. Dodatkowym plusem jest osadzenie akcji w XIX wiecznej Ameryce. Czas niewolnictwa, bezprawia, dancingów, świetności firm żeglugowych. Czytając czułam się jakbym była na tych statkach. Wyobrażałam sobie jak przechodzę między pokładami, wiatr otula moją twarz a do mojego nosa dobiegają wonie różnej maści, niekoniecznie przyjemnej.
Nie ma tutaj typowej walki między dobrem a złem. Bohaterowie zmieniają obozy, dostosowują się do sytuacji. Przekładają dobro ogółu nad swoje własne. Widzimy, że jeśli chodzi o marzenia to niekoniecznie ich spełnienie jest najważniejsze. Dążenie do tego pozwala nam zachować nadzieję, tą iskrę w sercu, dla której chcemy wstawać, bo przecież życie nie jest bajką i nie zawsze możemy liczyć na happy end. Możemy czytać o przyjaźni najpiękniejszej z możliwych. Przyjaźni nie dla zalet, ale mimo wad, lojalności do ostatniej kropli krwi. Pisarz pokazuje też, że nikt z Nas nie jest genetycznie zaprogramowany na dobro czy zło. Możemy wychowywać się w patologicznej rodzinie, być „naznaczonymi”, ale zawsze mamy wybór. To od Nas samych zależy, którą drogą pójdziemy. Nutę nostalgii i romantyzmu przywołują cytowane wiersze Lorda Byrona. Nimi G.M. potwierdza również, że nie jest to powieść dla większości fanek pani Meyer. Autor potrafi nadać swoim bohaterom przeróżne charaktery, w tym te budzące lęk nie używając przy tym ani jednego przekleństwa. To samo tyczy się nastroju grozy. Nie potrzeba opisu niezwykłych rzezi, wystarczy delikatny szkic i odwołanie się do uczuć czytelnika.
Celowo omijam temat wampirów, by pozwolić Wam się cieszyć opowieścią o nich z „ust” samego autora. Zapewniam jest przednia.
Podsumowując: genialna książka, napisana przepięknym językiem i trzymająca w napięciu do samego końca. Miód na serce wielbiciela literatury w najlepszym wydaniu.
To zdecydowanie jedna z najlepszych pozycji fantastycznych, jakie udało mi się przeczytać.
Polecam ogromnie.

10 komentarzy: