niedziela, 27 lutego 2011

      Jako mała dziewczynka uwielbiałam chodzić do cyrku. Do dziś pamiętam te wszystkie zachwyty i coraz to bardziej wytrzeszczające się oczy z niedowierzania oglądając czyny akrobatów. Zawsze myślałam, że ich życie musi być niezwykle ekscytujące, każdy dzień jest przepełniony radością. Przykład Anny vel Niuty, głównej bohaterki książki „ Pismo Leonarda” pokazuje, że przynajmniej w tym przypadku się myliłam.
Poznajemy ją jako małą dziewczynkę, która przez śmierć matki stała się sierotą. Przygarnięta przez dalszą rodzinę zaczyna chodzić do szkoły. Tu również jej życia nie można nazwać pasmem sukcesów, bowiem dziewczynka jest leworęczna a do tego potrafi przewidywać przyszłość, co w dwudziestowiecznej Rosji nie jest przyjmowane pozytywnie. Wzbudza w ludziach strach, co skutkuje odrzuceniem, byciem wyrzutkiem. Jako dorosła jest akrobatką w cyrku, bo tam według społeczeństwa jest miejsce „takich jak ona”.
Portret Anny w dużej mierze przedstawiony jest za pomocą mężczyzn, z którymi przyszło jej przebywać. Pomysł mało eksploatowany przez innych autorów a do tego wzbogacony listami jednego z pobocznych bohaterów.
Język, który posługuje się pisarka jest niezwykle poetycki, pełny idiomów. Tej książki nie da się czytać na wyrywki, powątpiewałabym też w czytanie w pojazdach transportu miejskiego.
Powiedziałabym, że z tą książką jest jak z miłością od pierwszego wejrzenia. Jedni przeczytają stronę i będą urzeczeni a inni przeczytają, lecz z dużym trudem i niekiedy pewnie nawet znużeniem. Ja niestety byłam w tej drugiej grupie. Przeczytałam, bo nie lubię pisać recenzji książek, których nie znam od początku do końca wszak zawsze zakończenie może być tym ostatnim punktem przeważającym szalę na korzyść jednej ze stron.

Tej książki nie da się bezapelacyjnie polecić ani też odradzić. Każdy z Was, jeśli ma ochotę może się zapoznać i wyrobić własne zdanie. Ja zasłużone honory oddałam.

1 komentarzy: