wtorek, 27 marca 2012



Kiedy w rodzinie ma się pojawić dziecko, zwykle życzy się dziewczynki. Te ponoć łatwiej wychować. Ale czy one mają tak samo łatwo w życiu? Niekoniecznie. 

”Tylko dla dziewcząt” to zbiór krótkich historyjek napisanych z dużym przymrużeniem oka. Choć żartobliwie to autorce udało się zawrzeć to, co najważniejsze z relacji damsko-męskich, damsko-damskich i tych rodzicielskich. O tym co wypada, a co nie.

Naświetla jak kiedyś wyglądały stroje dla pań, kiedy to wiekowe matrony pozwalały sobie na dekolt do samego niemal pępka, zaś młode panienki powinny być zakryte od stóp do głów. W rozdziale 21 znajdziecie opis mody na przestrzeni wieków, od antyku do roku 1970. Widać tam, że historia lubi się powtarzać, choć czasem robi to na opak.

 Niektóre z czytelniczek mojego bloga zapewne byłaby zaskoczone słysząc o nastolatkach, których jedynym/największym marzeniem jest ślub. Być może poczułyby się urażone, gdyby ktoś je zakwalifikował do kategorii „starych panien”. Większość jednak przyjęłaby to z uśmiechem na twarzy, tak jak ja.  :-)

Magdalena Samozwaniec wychowała się w jednym domu z Marią Pawlikowską – Jasnorzewską, nic w tym niezwykłego, bo obie artystki były siostrami. Te pierwsza w jednym z rozdziałów wspomina wspólne wyjście do teatru. Ile w tym prawdy, a ile ubarwienia – tego nie wiadomo. Nie ważne to jednak, bo w lekki sposób pokazuje jak wyglądają relacje siostrzane, gdzie chwilowa solidarność jest niwelowana przez możliwe korzyści.

W innych jeszcze rozdziałach możemy m.in. dowiedzieć się o wadach mężczyzn, bez których jednak smutne byłoby życie. Podsłuchamy najświeższych plotek, gdzie dowiemy się, że każdy wiek ma swoje prawa i swoją modę. Autorka doradza też jak najlepiej sprawdzić przyszłego kandydata na męża. Kiedy zaś już zdecydujemy się na konkretnego pana to nie należy się śpieszyć z przedstawieniem go rodzicom, ci bowiem łatwo mogą go spłoszyć.

Wczoraj oglądałam Teatr Telewizji. Grali „Szkołę dla żon” Moliera, komedię, która idealnie wpasowuje się w przekaz pani Samozwaniec. Pragnienie idylli, która ma się wyrażać poprzez żonę idealną. Cnotliwa, posłuszna, odpowiednio ubrana i odcięta od wiedzy. Jednocześnie to nie współgra z wizją samych dziewcząt, które mają swoje sposoby na zmylenie opiekunów i robienie tego, co im się żywnie podoba.

Jak mogliście kiedyś zauważyć, byłam przeciwniczką audiobooków. Okazało się, że wina bardziej leży po mojej stronie niż w tych małych płytkach. Na pewno odsłuchanie wymaga większego skupienia i samokontroli by nie odpływać myśleniami w nieznanych kierunkach. Tutaj pomocną dłoń wyciągnęła Anna Szawiel, którą słuchało się z ogromną przyjemność. W życiu bym nie powiedziała, że do poszczególnych rozdziałów będę wracała, nie raz i nie dwa, a tak się właśnie stało. Dobra dykcja i odpowiednie akcentowanie – szczególnie ważne przy francuskich zwrotach, których było co nie miara.

Podsumowując:
O byciu kobietą z przymrużeniem oka. Zabawnie i inteligentnie. Prawdziwa muzyka dla uszu.  

2 komentarzy: