
Tak mało wiemy o sobie nawzajem. Na ogół leżymy zanurzeni, jak kawałki kry, wystając pod powierzchnie zimną i białą skorupą naszych społecznych bytów. Oto miał przed oczami rzadki widok tego, co spoczywa pod powierzchnią, widok prywatności i zamętu pojedynczego człowieka, godności wywróconej do góry nogami przez przemożny imperatyw czystej fantazji i czystej myśli, przez nieusuwalny ludzki pierwiastek – umysł.*
Od dawna już planowałam zapoznać się z twórczością I. McEwan’a więc wyzwanie czytelnicze spadło mi niemal jak z nieba. Po błyskawicznym przeczytaniu mogę jedynie karcić siebie za te zwlekanie.
Próbuję w głowie wymyślić coś, co odpowiadałoby tak genialnej lekturze. Wszystko jednak wydaje się błahe i niegodne mistrzowskiego pióra autora. Pomimo ciężkich tematów lektura jest zadziwiająco lekka i wciągająca. Historia opowiada o kochankach zmarłej Molly. Clive jest sławnym kompozytorem, Vernon zaś redaktorem naczelnym jednej z brytyjskich gazet, a Julian ministrem spraw za granicznych. Mimo, że Molly umarła nadal jest w pamięci swoich kochanków. Można by powiedzieć, że to ona nakreśliła ich losy. Pierwszych dwóch połączyła na dobre i na złe. Nieświadomie skazała Juliana na ich niełaskę. McEwan w swojej wielowymiarowej powieści porusza tematykę hipokryzji wśród polityków, obecnych stan mediów goniących za sensacją by tylko zwiększyć swój nakład, granicę prywatności osób publicznych. Genialne studium kondycji obecnego społeczeństwa, nie tylko brytyjskiego. Niezależnie od tematyki danego rozdziału autor fantastycznie wczuwa się w role swoich bohaterów i mistrzowsko nakreśla ich środowisko. Dzięki niemu możemy rozkoszować się muzyką klasyczną a zaraz potem znaleźć się w samym środku wyścigu redakcyjnych szczurów. McEwan z każdą stroną wprowadza czytelnika w szczegóły swojej mistrzowskiej intrygi. Akcja rozgrywająca się w tytułowym mieście jest ukoronowaniem dzieła jak i starego przysłowia „ ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”.
Lektura zdecydowanie obowiązkowa dla wszystkim moli książkowych. Ogromnie polecam.
Przeczytajcie sami, bo żadne słowa zachwytu i tak nie oddadzą książki.
Od dawna już planowałam zapoznać się z twórczością I. McEwan’a więc wyzwanie czytelnicze spadło mi niemal jak z nieba. Po błyskawicznym przeczytaniu mogę jedynie karcić siebie za te zwlekanie.
Próbuję w głowie wymyślić coś, co odpowiadałoby tak genialnej lekturze. Wszystko jednak wydaje się błahe i niegodne mistrzowskiego pióra autora. Pomimo ciężkich tematów lektura jest zadziwiająco lekka i wciągająca. Historia opowiada o kochankach zmarłej Molly. Clive jest sławnym kompozytorem, Vernon zaś redaktorem naczelnym jednej z brytyjskich gazet, a Julian ministrem spraw za granicznych. Mimo, że Molly umarła nadal jest w pamięci swoich kochanków. Można by powiedzieć, że to ona nakreśliła ich losy. Pierwszych dwóch połączyła na dobre i na złe. Nieświadomie skazała Juliana na ich niełaskę. McEwan w swojej wielowymiarowej powieści porusza tematykę hipokryzji wśród polityków, obecnych stan mediów goniących za sensacją by tylko zwiększyć swój nakład, granicę prywatności osób publicznych. Genialne studium kondycji obecnego społeczeństwa, nie tylko brytyjskiego. Niezależnie od tematyki danego rozdziału autor fantastycznie wczuwa się w role swoich bohaterów i mistrzowsko nakreśla ich środowisko. Dzięki niemu możemy rozkoszować się muzyką klasyczną a zaraz potem znaleźć się w samym środku wyścigu redakcyjnych szczurów. McEwan z każdą stroną wprowadza czytelnika w szczegóły swojej mistrzowskiej intrygi. Akcja rozgrywająca się w tytułowym mieście jest ukoronowaniem dzieła jak i starego przysłowia „ ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”.
Lektura zdecydowanie obowiązkowa dla wszystkim moli książkowych. Ogromnie polecam.
Przeczytajcie sami, bo żadne słowa zachwytu i tak nie oddadzą książki.
* "Amsterdam" Ian McEwan, wyd. Znak str. 75