środa, 6 stycznia 2010


 Przyznam się szczerze, że jestem wielką fanką serialu Brzydula. Powody, dla których śledziłam ten serial zmieniały się jak w kalejdoskopie. Jednak codziennie od poniedziałku do piątku zasiadałam o 17.55 przed telewizorem. Logicznym jest, więc fakt zobaczenia „Pamiętnika Brzyduli” pod choinką. Niestety jest to wyjątkowo nietrafiony prezent i to nie z winy darczyńcy, ale autorki książki.
Treść (jeśli w ogóle można tutaj o niej mówić) wydaje się wyjęta wprost z pamiętnika dwunastolatki. Ja wiem Ula-Brzydula, niewiele miała podbojów miłosnych, ale za to ma wiedzę, którą powinna się wykazać. Jak widać autorka nie powinna opisywać czegoś, czego nie posiada. Jedynym motywem tej książki jest: „Czy Marek mnie widzi? Och, jaki on piękny, jaki cudowny”. I tak moi mili przez całe 171 stron. Dodatkowo nie polecam tej książki osobom nie oglądającym serialu, bo naprawdę się nie połapią. Wszystko pisane jest urywkami. Nie ma żadnego rozwinięcia czegokolwiek poza boskością Marka. A przecież nie za to lubimy ( mam nadzieję) Ule. Gdzie poczucie humoru, waleczność? Na pewno nie w tej książce.
Na jedyny plus tej książki składa się szata graficzna. Książka jest ładnie wydana, zaopatrzona w wiele „ołówkowych” rysunków i wpisów pamiętnikowych, które wykonali ponoć sami aktorzy z serialu tacy jak Małgosia Socha czy Maciek Brzoska. Niestety i w tym przypadku nie obejdzie się, bez „ale”. Forma jest dobra owszem, lecz skierowana prosto do nastolatek tak samo jak i treść. Tylko one się tutaj odnajdą.
Sama się zadziwię to, co napiszę. Jednak każda reguła ma swój wyjątek, a w tym przypadku lepiej usiąść przed telewizorem niż z książką w ręku. 




5 komentarzy: