czwartek, 28 stycznia 2010



Zima jak każdy widzi trzyma mocno i długo, i o zgrozo ma trzymać do końca marca. Nie jest to optymistyczna perspektywa. Mam tutaj na myśli szczególnie zakochane pary. Wszak Walentynki już za pasem. Choć jestem zdania, że każdego dnia warto się starać i obdarowywać ukochaną osobę gestami przede wszystkim to nikomu nie zaszkodzi uwieńczenie całego roku starań. Jeśli jednak jesteście zmarzluchami i zima popsuła Wasze plany towarzyskie proponuję przeniesienie Walentynek na 23 kwietnia. Tak, tak dobrze czytacie. Właśnie 23 kwietnia i żadnego innego.

  Wtedy, bowiem odbywają się hiszpańskie Walentynki w Barcelonie. Tam też zwą się one „ La diada de Sant Jordi”. Na zachętę dodam, że na pewno będzie to tradycja miła sercu każdego mola książkowego. Ale zacznijmy od początku....
Dzień Zakochanych vel. Dzień św. Jerzego – La diada de Sant Jordi porównywany jest z amerykańskimi Walentynkami. Oba święta łączy miłość. Różnica polega na tym, że w Barcelonie zakochanie obdarowują się. Właśnie w tych podarunkach tkwi cały sens owego dnia, nie są to, bowiem pierwsze lepsze podarunki ( mam nadzieję, że nigdy takich nie otrzymaliście. Mężczyźni obdarowują swoją kobietę różami one zaś odwdzięczają się książkami. Z powodu średniowiecznych legend o Barcelonie róże zawsze były kojarzone z tym dniem, jednak książka jest bardziej wytworem naszych czasów.




Pewien bystry księgarz zaczął promować owe święto w 1923 roku, aby uhonorować dwóch największych jego zdaniem pisarzy. Hiszpańskiego Miguel’a de Cervantes’a oraz brytyjskiego Williama Szekspira, którzy zmarli tego samego dnia, czyli 23 kwietnia. Barcelona będąc stolicą hiszpańskiego języka i kultury szybko zaadoptowała ten podwójny obyczaj. Pewnie kilkoro z Was zastanawia się, co z tym wszystkim ma wspólnego święty Jerzy. Jest to patron Katalonii ( rejonu, w którym leży Barcelona). Uważany jest też za romantycznego i rycerskiego mężczyznę. Sami, więc widzicie, że nikt inny nie mógł zając jego miejsca tego dnia.


23 kwietnia na głównej ulicy Barcelony – Las Ramblas – jak i również w całym mieście można spotkać setki stojaków z różami i stoiska z książkami. Według statystyk w tym jednym dniu sprzedaje się 4 miliony róż! oraz 400,000 książek nabytych w imię miłości. Nie zapominając, że 400,000 to pół całkowitej liczby sprzedanych dzieł w ciągu roku.. Trudno tego dnia ujrzeć kogoś bez książki czy bukietu kwiatów. Większość romantyków bierze na ten dzień urlopy, aby móc pójść na spacer z ukochaną połówką i cieszyć się wiosną. Powietrze tego dnia ma tylko jeden zapach, zapach miłości.


Jeśli jednak przypadkiem zdarzy Wam się być w tym czasie w Barcelonie bez ukochanej osoby by skradać jej pocałunki na ławce... Nie martwcie się. Będziecie mogli obserwować uliczne pokazy tańca Sardana ( narodowy taniec Katalonii), które wykonywane są przez cały dzień na Placa Sant Juane. Kto wie, może wczujecie się w nastrój i dołączycie? Możecie również słuchać jak inni czytają książki na głos w wielu księgarniach i kawiarniach. Przechadzając się ulicami miasta na pewno spotkacie ulicznych muzykantów i wykonawców różnej maści, którzy tworzą atmosferę tego święta.


Z ciekawostek powiem, że UNESCO właśnie 23 kwietnia mianował narodowym dniem książki. Dodatkowo, warto wspomnieć, że tylko tego dnia główny budynek rządowy Barcelony – Palau de Generalitat – otwiera swoje drzwi dla publiczności ( za darmo!) gdzie można obejrzeć pokazy róż oraz cieszyć oko tym gotyckim arcydziełem architektury by zapomnieć o długich kolejkach by się dostać do środka.






Przekonałam Was do odwiedzenia Barcelony tego dnia? Mam nadzieję, że tak. W końcu szaleństwo to jeden z pierwiastków miłości. Bardzo potrzebny pierwiastek.

7 komentarzy: