niedziela, 17 kwietnia 2011


     Mam dysonans poznawczy. Logicznie myśląc ta książka ma wszystko, co powinno sprawić, że mi się spodoba, a jednak tak się nie dzieje.
Na początku zaznaczę, że jestem ateistką a powieść jest chrześcijańska. Obiektywność nie będzie, zatem moją najmocniejszą stroną, ale do rzeczy...
Ciekawy pomysł na fabułę, choć kojarzący się ze szkołą. Pamiętam czasy swojego liceum, gdzie to polonistka zadawała do napisania wywiady ze Śmiercią i tym podobnymi „osobistościami”. Tutaj zaś to sam Diabeł zabiega (delikatnie rzecz ujmując) o napisanie biografii na podstawie jego wspomnień.
Postacie są wyraziste, język jest prosty, nie ma nachalnej nuty moralizatorskiej.
Wielki plus dla wydawnictwa za piękną okładkę, która zdecydowanie przyciągnie uwagę wielu potencjalnych czytelników.
Czego zatem brakowało? Chemii. Nie potrafiłam się wczuć w fabułę. Nie widziałam tej iskry, która wzbudziła płomień widoczny na okładce.

6 komentarzy: