środa, 13 kwietnia 2011

     Skandynawski kryminał, czyli w zasadzie nic nowego a jednak kręci.
Jak wskazuje tytuł akcja powieści dzieje się w zimie, kiedy zostaje odnalezione ciało mężczyzny wiszącego na drzewie? Zapoczątkowuje to dochodzenie z wieloma zwrotami, jak na porządny kryminał przystało.
Autor odpowiednio buduje napięcie oraz kieruje zarzuty, motywy zbrodni w stronę wszystkich podejrzanych, aby jak najdłużej intrygować czytelnika.
Kolejnym niezbędnym elementem, który również znajduje się w tej powieści to rozważania na temat mentalności Skandynawów. Dlaczego są w sobie tak zamknięci i zdeterminowani do tego by ich problemy nie wyszły poza próg domostwa?
Ciekawym pomysłem było wprowadzenie wypowiedzi trupa a właściwie jego duszy, która dryfuje gdzieś w powietrzu. Te wypowiedzi są tajemnicze, niekiedy mają charakter egzystencjalny.
Jedyny minus, który mogę postawić to lekkie zaniedbanie myśli głównej bohaterki. Nie zawsze mogłam podążać jej tokiem myślenia, co powodowało, że o istotnych sprawach dla śledztwa dopiero, gdy zostały one wypowiedziane do konkretnej osoby. Zdecydowanie utrudnia to czytelnikowi identyfikację z postacią.
Nie zgodzę się również z notą wydawnictwa, która informuje, że główna bohaterka uprawia za dużo seksu. Pojedynczy stosunek, dość lakonicznie opisany jest jak jedna jaskółka, która wiosny nie czyni. To samo tyczy się domniemanego alkoholizmu. Jest normalnym, że kobieta, która ma ciężką pracę, czuje się samotna wypije kilka kieliszków. Nie zmienia to jednak faktu, że nie wpływa to na tryb jej życia, nie sprawia, że nie zaniedbuje własnej córki.
Jednak jak wiadomo ta „część” książki rządzi się swoimi prawami i nie ma, co polemizować zbyt długo.

Podsumowując:
Czyta się szybko. Jeśli lubicie dreszczyk emocji połączony ze skandynawskim klimatem to możecie śmiało zajrzeć do tej pozycji.

2 komentarzy: