Tymi trzema, krótkimi przysłówkami można opisać książkę „Ostatnia noc jej życia” autorstwa Maureen Jennings.
Akcja toczy się w XIX wiecznej Kanadzie, w środku zimy. Pewnego ranka zostaje znalezione ciało nastoletniej służącej a dowodzenie nad śledztwem przejmuje detektyw William Murdoch.
Poprzez wybór epoki wiktoriańskiej siłą rzeczy robi się z tego kryminał z zabarwieniem historycznym. Czytelnicy w przeciwieństwie do bohaterów powieści żyją w XXI wieku, gdzie technologia i dostępne luksusy zmieniają z minuty na minutę. Tylko od inwencji i inteligencji autora zależy czy dawną rzeczywistość przedstawi w sposób atrakcyjny tajemniczy, realny i w końcu taki, gdzie czytelnik będzie chciał, choć na moment cofnąć się w przeszłości i doświadczyć wszystkiego na własnej skórze. Pisarce się to udało dzięki dużej dbałości o szczegóły. Opisuje, bowiem ciekawostki dotyczące metod leczenia, sposobu ubioru, środków transportu, sposobów dochodzenia i ówczesnych pionierów w tej dziedzinie. Widać, że życie każdej warstwy społecznej jest ściśle określone przez etykietę.
Postacie są odpowiednio wyraziste. Każda z nich jest na swoim miejscu i tylko w nim „błyszczy”. Informacje dotyczące głównego bohatera są szczególnie dawkowane, co wydaje się logicznym zabiegiem biorąc pod uwagę fakt, że „Ostatnia noc jej życia” to dopiero pierwszy tom z całej serii.Styl autorki jest prosty, zrozumiały i wciągający. Ciekawym zabiegiem było wplecienie fragmentów opisu morderstwa, gdzie czytamy o samym zajściu, ale bez konkretnej charakterystyki mordercy, przez co czytelnik do samego końca nie ma całkowitej pewności, co do tego, kto zabił.
Spędziłam przy tej książce 2 miłe wieczory, których i Wam życzę.
Nie nazwałabym tego kryminału genialnym, ale na pewno jest rzetelny i widać szacunek do czytelnika.