środa, 25 maja 2011

   Im większy trud włożony tym większa satysfakcja.
Przykładem tego może być książka „ Byłam Białą Różą” Krystyny Falińskiej. Początek był dramatyczny. Nie mogłam się kompletnie połapać w fabule, nie wiedziałam, co dzieje się w chwili obecnej a co jest jedynie wspomnieniem dawnych czasów. Wydawało mi się, że nie ma w tym żadnej logiki, co jednocześnie ogromnie dziwiło biorąc powag uwagę fakt, ze autorką jest pani profesor. Po kim jak, po kim, ale po profesorze akademickim można się spodziewać zwięzłości i sekwencji. Zacisnęłam jednak wargi i brnęłam dalej. W zamian za to dostałam piękną opowieść o miłości, poszukiwaniu siebie, przyjaźni, podróżach i bogactwie sztuki. Świat oczami głównej bohaterki jest pełen kolorów i zapachów, a to zawsze dodaje uroku.
Dzięki temu, że musiałam się bardziej skupić na lekturze by jak najlepiej orientować się w rozwoju sytuacji mogłam docenić ja dużo pracy autorka włożyła w wykreowanie postaci, w opisy miejsc i zdarzeń. Czytelnik poznaje bohaterów z różnych punktów widzenia, co w pewien sposób wpływa na wzmocnienie więzi, przywiązanie się.
Styl pani Falińskiej jest niepowtarzalny. Można go porównać do zamku, który trzeba zdobyć, kiedy już się to zrobi można urządzać bal.
Spróbujcie, bo warto.

P.S To zdecydowanie jedna z lepszych okładek wydawnictwa. Subtelna, niepozorna gdzie piękno dostrzega się dopiero po chwili dokładnego wpatrzenia się.

3 komentarzy: