czwartek, 26 maja 2011

     Byłam lekko zdziwiona widząc rozmiar tej mini książeczki. Przecież to miał być dziennik reportera, a nie dzienniczek ucznia. Zapakowałam jednak swój ekwipunek (kawę mrożoną oraz ciastka) i wyruszyłam w nieznane z autorem.
Pierwszy wniosek, jaki się nasunął to wybrany trochę na wyrost tytuł. Potencjalny czytelnik widząc go spodziewałby się opisu wielkiej wyprawy, najlepiej jeszcze pokonanej na motorach lub wielkim jeepem. Tymczasem „Dziennik reportera” to zbiór anegdot dot. głównie Teksasu i Nowego Orleanu. Moim zdaniem to dobrze, że autor nie chciał przedstawiać Nowego Yorku czy Los Angeles, które to miasta są obecne w każdym filmie amerykańskim. Pokazuje Amerykę dziką, nieznaną, niedostępną dla większości turystów. Dużym plusem jest przybliżenie przez autora tła historycznego, co pozwala zrozumieć mentalność Amerykanów.
Książka napisana jest niezwykle lekko, ciepło i z dużą dawką humoru. Nie raz i nie dwa szczerze się uśmiałam, zaś uśmiech w ogóle nie schodził z mojej twarzy.
Ta mini lektura zaskakuje również dużą ilością dobrej jakości zdjęć. One obrazują praktycznie wszystko, o czym pisze Piotr Kraśko. Będąc w księgarni możecie szybko sprawdzić, co zostało omówione i tym samym stwierdzić czy Was to interesuje.
Warto też wspomnieć o cenie, która moim zdaniem jest uczciwa. Wydawnictwo mogłoby zażądać astronomicznej sumy kierując się rozpoznawalnością autora, a jednak nie zrobiło tego. 13.99 to niewielka suma, za którą otrzymacie wielką przyjemność.
Polecam.

3 komentarzy: