niedziela, 9 października 2011

     Podczas weekendu postanowiłam się wybrać w krótką, jak się okazało, podróż do Arestanu, by odwiedzić moją starą przyjaciółkę Flossię Naren. Co usłyszałam podczas naszego sabatu czarownic przy kawie i ciasteczkach? Otóż niezwykle przejmującą historię pełną intryg, kłamstw, sekretów rodzinnych, śmiertelnego niebezpieczeństwa i odwagi jej bohaterów. Jak to u Flossi. Tym razem wraz z porucznikiem Laurienne przemierzali zamkowe komnaty, leśne trakty i pole prawdziwej bitwy, by móc zdemaskować tajemniczego Naora, człowieka, który z niewiadomego powodu chce skłócić ze sobą wszystkich władców. 
  
      Jak mogliście wywnioskować ze wstępu, z przyjemnością wróciłam do świata wykreowanego przez Kirę Izmajłową i nie zawiodłam się. Po raz kolejny spotkałam się tam z kobietą, której intelekt mógłby powalić na kolana niejednego samca alfa, a dodatkowo jeszcze używa go do rzucania sarkastycznych uwag na prawo i lewo, które mnie
 osobiście ogromnie bawiły. Porucznik Laurienne ze strony na stronę staje się powoli mężczyzną i to nie byle jakim, tylko ucieleśnieniem walecznego rycerza, który o damę będzie walczył do ostatniej kropli krwi. 
Niewątpliwie między dwójką głównych bohaterów istnieje chemia, która szuka swego ujścia, co często owocuje barwnymi, niekiedy nawet karykaturalnymi sytuacjami. Ich charaktery 
nieustannie, lecz powoli ewoluują. W tym tomie autorka po części bazuje na niedopowiedzeniach. Wiemy tylko tyle, ile Flossia zechce nam powiedzieć i jednocześnie nie mamy dostępu do umysłu młodego gwardzisty, a przecież nie od dzisiaj wiadomo, że kobieta wiele może sobie dopowiedzieć lub niewłaściwie zinterpretować. 
      Kira Izmajłowa wymyśliła intrygę, która składa się z wielu pomniejszych przestępstw, dzięki czemu w wybranym przez siebie tempie dawkuje informacje. Trzyma czytelnika w napięciu i podtrzymuje iskierkę nadziei na wybrane przez niego zakończenie do ostatniej kropki. Z całą fabułą zapoznajemy się z perspektywy czasowej, czyli nieprawdopodobnie szczegółowych wspomnień Flossi. Lwią ich część stanowi dedukcja, próba połączenia przestępstw i przypisania
ich do konkretnej osoby, co niekiedy lekko spowolnia bieg wydarzeń, ale jednocześnie jest przydatne jeśli sami chcemy zabawić się w detektywa i zdemaskować tajemniczego Naora. 
      Po przeczytaniu drugiego tomu z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że tak naprawdę książk
i (z tej serii) trzeba czytać jedna po drugiej, a oceniać należy je całościowo, bowiem dopiero w drugim tomie wcześniejsze poczyniania Flossi i jej towarzysza nabierają konkretnego znaczenia i dowodzą nieprzeciętnego zmysłu literackiego Izmajłowej. 
  
      Podsumowując:
 
      Dobra książka dla poszukujących relaksu, który nie będzie się równał bezmózgowiu. Niecodzienne postacie po raz kolejny zyskują przychylność czytelnika, a dzięki szeroko zakrojonemu spiskowi nie można mówić o nudzie.

2 komentarzy: