poniedziałek, 17 października 2011

    Zapewne jestem jedną z tych milionów, którym tenis kojarzy się z białymi strojami, filmami z lat 80 oraz domieszką snobizmu. Jak na ironię losu jeden z najlepszych tenisistów świata jest zaprzeczeniem moich myśli. Skromny i jednocześnie pewny siebie, niepokorny, inteligentny i genialny w tym, co robi. Taki właśnie jest Andre Agassi. Jako jeden z nielicznych już sportowców (może to kwestia starej szkoły) wydał swoją autobiografię w momencie, gdy zakończył karierę sportową. Już nie będzie kolejnego turnieju do opisania, nie będzie też fanów, którzy ku mojemu ogromnemu zdziwieniu głośno skandowali jego imię na trybunach.
    Z tej książki wyłania się obraz sportu, który musi być kochanką, żoną i wrogiem jednocześnie, jeśli chcemy wznieść się na wyżyny. Uśmiech zamienia się w łzy i pot, a rekreacyjne spalanie kalorii staje się codziennym wysiłkiem, który swój początek i koniec ma w bólu kręgosłupa. Marzenia małego chłopca zostają zniweczone przez nieustanne treningi. Blichtr, sława i pieniądze, jakie towarzyszą wygraniu Wimbledon’u to jedynie koniec drogi, której długość mierzy się setkach tysięcy kilometrów. 
    Agassi zjednuje sobie czytelnika od pierwszej strony. Zaskakuje fotograficzną pamięcią i szokuje swoją szczerością o ojcu, który miłość okazywał tyranią, o związku wywróżonym przez przyjaciela, o zażywaniu narkotyków czy choćby kłamstwach, które zdarzają się nawet w tenisie. Nie kreuje się na bohatera, ani też nie kaja się za popełnione błędy. Staje przed czytelnikiem, być może jednym z fanów, i rozbiera się przed nim do naga, obnażając przy tym swoje wady i zalety.
    Jednym z miliona powodów, dzięki którym książkę czyta się jednym tchem jest J.R. Moehringer. Tak, nie mylicie się, to autor „Baru dobrych ludzi”, a prywatnie przyjaciel sportowca. Choć nie pozwolił umieścić się jako współautor biografii to jestem przekonana, że to on sprawował pieczę nad spójnością treści i utrzymaniu odpowiedniego tempa narracji. Moehringer jest swoistą wisienką na tym pysznym torcie.
    Polecam. 

2 komentarzy: