niedziela, 29 kwietnia 2012



Zbrodnia dokonana na dziecku jest jednym z najcięższych przestępstw. Nie musi być nawet odbierana w sposób dosłowny. Czasem „wystarczy” odarcie go z marzeń i perspektyw na przyszłość. Konsekwencje tego czynu naznaczają całe późniejsze życie...

Mała Chinka, która w wieku 15 lat zmuszona jest do opuszczenia swojego rodzinnego domu. Wyjazd do Szwecji ma być okazją, początkiem nowego, lepszego życia. Tymczasem okazuje się przyczyną cierpienia – zarówno fizycznego, jak i psychicznego. To drugie, bez wątpienia, boli o wiele bardziej, jest jak migrena, której nie można wyleczyć. Poczucie krzywdy, które w późniejszym czasie przemienia się w oczywistą chęć zemsty. Niecodzienna jest tu jedynie forma. Yi Young, bo tak się nazywa, postanawia nakręcić dokument, a dokładnie tryptyk filmowy – każda część pokazuje inny aspekt, ale dopiero razem tworzą całość potrzebną do zrozumienia i interpretacji. Pierwsza część ma emisję w publicznej telewizji i od razu wzbudza zainteresowanie. Widzami są również osoby zamieszane w jej przyjazd do Skandynawii. Jak można by się spodziewać, film i zapowiedź jego kontynuacji nie wzbudza w nich pozytywnych uczuć. Rozpoczyna się wyścig z czasem i „nieznajomymi w kapturach”, którzy nie są chętni do ujawnienia swoich twarzy. Szansę na wygraną ma każdy, ale nie każdy taką samą.

Pierwszym czynnikiem odstraszającym jest rozmiar książki. Ponad 600 stron sprawia, że z księgarnianej/bibliotecznej półki zdejmą ją przede wszystkim zaprawieni w bojach czytelnicy. Nie jest to książka do wożenia w torebce, ale szybkość, z jaką pochłania się kolejne strony powoduje, że wystarczy poświęcić jej zaledwie kilka wieczorów lub jeden dłuższy weekend.

Intryga jaką serwuje tutaj pisarka jest przemyślana i zaskakująca. Miałam przypuszczenia, które wydawałoby się, że są potwierdzone rozwojem sytuacji, ale okazały się mylne. Po chwilowej frustracji – jak większość nie lubię przegrywać – gotowa byłam docenić jej rozplanowanie i po części też wykonanie.

Choć czytało się szybko, to nie obyło się przez niepotrzebnych dłużyzn. Znalazły się fragmenty, które nie wnosiły nic poza objętością. Język przystępny i zaskakująco lekki jak na obraną tematykę.

Historie poznajemy z perspektywy kilku osób, związanych bezpośrednio ze sprawą lub z Chinką. Z żadną z nich się nie zidentyfikowałam, nie wzbudziły mojej sympatii ani współczucia. Od strony psychologicznej też nie zaobserwowałam zbytniego rozwoju. Mentalnie oni stoją w tym samym miejscu, co na początku i nawet wstrząsające informacje nie zmieniają ich sposobu myślenia. Na to można by przymknąć oko, gdyby nie ta ilość stron – miecz obusieczny.

Udało się utrzymać ponury nastrój. Jednak, kiedy wszystko opiera się na negatywnych wydarzeniach i wiadomo, że nie jest to satyra, to trudno by było inaczej.

- UWAGA MAŁY, ALE WAŻNY SPOJLER-
Rozległy wątek społeczny nie jest niczym nowym w powieści skandynawskiej. Mało tego, większość czytelników to właśnie dla niego wybiera kryminały z krainy lodu. Jest też obowiązkowy marazm. Cała akcja opiera się kreowaniu bohaterów i ich odczuć, wszelkie inne atrakcje związane z pościgami lub torturami są tylko „miłym” dodatkiem. Niestety pani Lantz poszła o krok dalej i do tej beczki miodu dorzuciła łyżkę grogu. Naturalną potrzebą człowieka jest ukojenie po złych chwilach, które przeżyje lub tych, o których przeczyta. Pisarka chciała pomóc czytelnikowi i posklejać jego roztrzaskane serce, niestety wybrała sposób w stylu amerykańskim – zbyt oczywisty, mało wiarygodny i taki „przesłodzony”.

Jak możecie wywnioskować, sama nie mam sprecyzowanego dot. tej książki. Istnieje spory rozdźwięk między sferą uczuciową a techniczną. To sprawnie napisany kryminał, który dobrze i szybko się czyta. Intryga jest wciągająca, a nawet zaskakująca. Niestety nie podziałała na moje serce, nie wniosła niczego nowego do mojego światopoglądu, jedynie utwierdziła w tym, co od zawsze głosiłam.

Nie polecam, nie odradzam. Zdecydujcie sami, pamiętając, że każdy odbiór jest czysto subiektywny i zależny od chwili.

4 komentarzy: