niedziela, 22 kwietnia 2012



Los nie zawsze bywa przyjazny. Często jedna porażka powoduje efekt domina. Zwykle wtedy pojawia się pytanie „Dlaczego ja?”. Wyjątkiem nie jest tu główna bohaterka książki J. Evanovich „Jak upolować faceta? Po pierwsze dla pieniędzy”.

Stephanie Plum. Została zwolniona z pracy. Samochód gnie ku upadkowi. Nie ma pieniędzy na opłacenie czynszu. Co gorsza, jeśli tak dalej pójdzie to zostanie tylko jednego wyjście – przeprowadza do rodziców. To właśnie ta ostatnia wizja powoduje, że sięga po ostatnią deskę ratunku – pracę u niezbyt lubianego kuzyna. Jej praca nie polega na parzeniu lurowatej kawy, robieniu manikiuru, ani też noszeniu krótkich spódniczek ku uciesze panów. Panna Plum zostaje łowcą głów. Musi wytropić konkretnego delikwenta i doprowadzić go do najbliższego komisariatu policji, po czym odebrać prowizję od wyznaczonej za niego ceny. Jeden wyjątkowo atrakcyjny pod względem finansowym, jak i tym wizualnym. Joe Morelli – zysk 10 tysięcy dolarów. Policjant oskarżony o morderstwo. Zupełnie przypadkowo jest również „dobrym” znajomym Stephanie, wychowywali się na jednym podwórku i łączy ich wiele wspomnień, choć niekoniecznie dobrych. Rozpoczyna się pościg z czasem i przestępcą. Wynik tej konfrontacji nie jest tak oczywisty, jak obie strony by sobie tego życzyły.

Wielu czytelnikom – w tym i mnie – książka od pierwszych stron skojarzyła się z amerykańskim filmem „Dorwać byłą”, gdzie główne role grają G. Butler i J. Aniston. Jednak to książka powstała na wiele lat przed.

Ciężko rozpatrywać innowacyjność. Posada łowcy głów w Ameryce nie jest niczym nowym, ani szczególnym. Książka wpisuje się też w trend romansów przygodowych, tudzież romansów z elementami akcji.

Bohaterowie tworzą dosyć barwną galerię postaci, choć poza dwoma – całe szczęście najważniejszymi – wyjątkami nie zmieniają się, a ich pojawianie się można opisać jako ciekawostkę turystyczną. Nic nie wnoszą do rozwoju sytuacji, ale też i nic nie odejmują.

Przyznam się, że początkowo miałam duży problem ze Stephanie. Wręcz denerwowała mnie. Z jednej strony ma być silna, niezależna, która znajdzie wyjście z każdej sytuacji. Po chwili jednak w domowych pieleszach lub wpatrując się w oczy przystojnego samca staje się na powrót stereotypową słabą kobietką, która nie wie jak zakręcić kran. Postanowiłam jednak podejść do tego z dużym dystansem i przymrużeniem oka. Dzięki temu mogłam docenić całkiem niezłe poczucie humoru, jakim została obdarzona i dobrze się przy tym bawić.

Autorka pokusiła się również o przedstawienia życia z perspektywy zwykłego przedmieścia, gdzie nie ma torebek od Hermesa, a wartość kamienicy starczy w najlepszym wypadku na kilkumiesięczne wynajęcie przeciętnego lokum w centrum NYC. Tutaj zasady dyktuje prawo ulicy, a obecność obcego wyczuwana jest na kilometr.

Pisząc krótko:
Książka napisana lekkim piórem. Akcja jest dobrze zrównoważona. To przyspiesza, to zwalnia – nie ma nudy. Postacie obdarzone poczuciem humoru potrafią zjednać sobie niejednego czytelnika. Spędziłam kilka przyjemnych godzin i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jest to dobra pozycja do zabrania na zbliżający się wielkimi krokami urlop.

P.S. Wiem, że na podstawie książki powstał film. Swego czasu plakaty reklamujące go widniały na kilku przystankach w centrum stolicy. Ja nie zamierzam go oglądać, bo odtwórczyni głównej roli, K. Heigl jest dla mnie aktorką jednego filmu – Brzydkiej prawdy. Wypadła tam nieźle, ale śmiem podejrzewać, że stało się tak za sprawą G. Butlera. W pozostałych przypadkach, jakie dane mi było oglądać była po prostu ładną buzia z szerokim uśmiechem.

7 komentarzy: