piątek, 27 kwietnia 2012



Człowiek jest istotą przekorną. Z reguły sam siebie widzi w o wiele lepszym świetle niż panuje ono w rzeczywistości. Gdy trzeba gotów jest nawet włączyć dodatkowe lampy, by zachować tą złudną iluzję.

Ja nie jestem lepsza. Zaczynam od ogólnego i bezosobowego wstępu, chcąc przy tym pokazać, że przecież nie jestem jedyna – tak robią wszyscy.

Całe szczęście, że istnieją książki, które za pomocą czarodziejskiej różdżki wyłączają całe oświetlenie i każą człowiekowi stanąć przed lustrem, a tam widać wtedy wszystkie jego niedoskonałości.

”Zobaczyć głos” Olivera Sacksa to książka poświęcona osobom głuchym i ich trudnościom związanym z życiem codziennym. Znajdziemy tu również historię języka migowego, a przy okazji autor rozwiewa popularne przekonania na jego temat.

Zaczyna od ważnego rozróżnienia między głuchotą wrodzoną a nabytą. Osoby, które utraciły słuch w późniejszym okresie swojego życia zupełnie inaczej funkcjonują niż te, które nic nie słyszą od urodzenia. To też kolejny dowód na niezwykłość naszego mózgu, bo to właśnie on dostosowuje się do sytuacji i jest w stanie sprawić, że dźwięki takie jak szum wiatru czy głos matki będą „słyszalne” – np. zapamiętany głos zostaje połączony z tym, co można wyczytać w ust.

To, że język migowy powstał z potrzeby porozumiewania się nikogo zapewne nie dziwi. Jednak powszechnie uważa się, że język migowy jest jednakowy i nie ulega zmianom. To nie prawda. Każdy kraj ma własny język migowy, tak więc głuchoniemi są w tym przypadku tak samo ograniczeni jak osoby nie znające języka kraju, do którego się wybierają. Zdaje się też kłam stwierdzeniu, że znaki są proste i nie potrafią odzwierciedlać bardziej złożonych uczuć.

Nie mogło się tez obyć bez aspektu kulturowego. Sacks pokazuje jak przebiegała edukacja osób głuchoniemych. Widać, że wiele problemów i opóźnienie rozwojowe wynikało z niezrozumienia stylu życia, wszystkich ograniczeń i możliwości. To też doprowadziło do strajku na uniwersytecie Gallaudet, dzięki któremu na rektora powołano osobę niesłyszącą.

Jak to w przypadku Sacksa, książka przedstawia zagadnienie pod różnymi kątami. Przywołuje tu wyniki eksperymentów, ale też i „zwykłe” opisy z literatury. Przedstawia postacie, które przyczyniły się do rozwoju języka migowego i poprawy jakości życia oraz te, które szkodziły.

Z przypisów pochodzących od autora można by śmiało stworzyć nową książkę. One też ograniczają długość jednorazowego czytania. Przypisy napisane są małą czcionką, która bardziej męczy – przynajmniej moje – oczy. Do tego one są naprawdę długie i niejednokrotnie traciłam wątek pierwotnego zdania. Żałuję, że nie zaznaczono, co jest rozwinięciem wypowiedzi, a co tylko odgałęzieniem.

Długość samej bibliografii i osoba pana Olivera przemawiają za tym by tą książkę przeczytać. Gwarancja rzetelności i prostoty języka. To literatura popularnonaukowa w najlepszym wydaniu.

Osobiście mogę też dodać, że już dawno żadna pozycja nie spowodowała we mnie takiego poczucia wstydu i własnej ignorancji. Dzięki niej w pewnym stopniu stałam się wrażliwsza i bardziej empatyczna, i to jest jej największa wartość.

2 komentarzy: