środa, 4 kwietnia 2012



Zdarza się, niektórym nawet bardzo często, że coś zgubimy. Mądrość ludowa wtedy orzeka, że diabeł pobawi się i odda. Nie zawsze jednak mamy tyle czasu, by czekać. Co wtedy? Wystarczy zadzwonić do Harry’ego Dresdena.

Obywatel Stanów Zjednoczonych, zamieszkały w Chicago. Człowiek honoru, choć z modą będący na bakier. Życzliwie można powiedzieć, że w kwestii wizerunku zatrzymał się pod koniec 20 wieku, kiedy to płaszcze rodem z Matrixa uznawane były za wyżyny stylu – a przynajmniej tak nam chciano wmówić.

Harry posiada również laboratorium. Może nie jest ono jak z animacji Disneya, ale przynajmniej znajduje się tam czaszka zamieszkiwana przez ducha, bardzo pomocnego przy sporządzaniu eliksirów – szczególnie miłosnych. 

Zamiast wyczarować sobie potrzebne do wygodnego życia pieniądze, próbuje je uczciwie zarobić. Niestety ludzie nie pukają do jego drzwi, ani też nie walą do okien. Powodem owego braku zainteresowanie wcale nie są znikome umiejętności, lecz obawa przez nieznanym i niewytłumaczalnym. Z pomocą, a raczej z prośbą o pomoc, przychodzi policja i pani sierżant Karin Murphy. Jak powszechnie wiadomo, jeśli są dobrzy, to muszą być i ci źli. Tym razem morderstwo wydaje się być nie tylko przemyślane, ale też sadystyczne. Widok miejsca zbrodni nie jest przyjemny, nawet największy twardziej potrzebuje skorzystać z podręcznego wiaderka. Tu rozpoczyna się walka z czasem i nieprzychylnym Morganem, który jest przedstawicielem Białej Rady (odpowiednik rządu, który nadzoruje społeczeństwo czarowników) i nadzwyczajnym formalistą.

Czy to jest powieść wybitna? Zdecydowanie nie, ale przedstawię kilka argumentów, które przemawiają za tym, że jest dobra, zaś sam autor obiecujący.

Po pierwsze portret Chicago. On nawiązuje do starych dobrych czasów, gdzie gangsterzy nie byli panami bez karków, obwieszonymi kilogramami złota. Tutaj noszą garnitury, mają własnych szoferów i rozum w głowie, za pomocą, którego odznaczają się m.in. elokwencją.

Po drugie główny bohater. Sympatyczna niezdara z ironicznym poczuciem humoru. Zaliczam się do tej znaczącej grupy kobiet, która odczuwa wobec takiego instynkty macierzyńskie i chciałaby pomóc. Autor zdecydowanie podziałał tu na fantazję pań. Harry jest przystojny, posiada odpowiednią muskulaturę i przede wszystkim szczery. Ideał, szukać takiego jak igły w stogu siana.

Po trzecie Butcher zrobił psikusa swoim czytelnikom. Kiedy zaczynałam książkę spodziewałam się opisów sztuki magicznej. Tymczasem czary pojawiają się dopiero pod koniec, przez większość czasu Harry próbuje posługiwać się swoim rozumem. Podano konkretne argumenty, dlaczego dzieje się tak a nie inaczej. W żadnej mierze nie szkodzi to książce i równocześnie też chroni samego pisarza przed wchodzeniem na miny.

 Po czwarte - i najważniejsze – intryga. Rozwiązanie zagadki nie jest zaskoczeniem, to trzeba powiedzieć od razu. Dlatego też w swoim wstępnie pominęłam kilka znaczących szczegółów, choć z początku wydają się błahe, to wprawny czytelnik kryminałów i tym podobnych nie będzie miał najmniejszego problemu z odgadnięciem końca. Jednocześnie jednak trzeba przyznać, że fabuła jest sprawnie napisana, dynamika jest odpowiednio wyważona. Krótko mówiąc, nie ma tu dłużyzn. Czyta się szybko i z ogromną przyjemnością.

5 komentarzy: