niedziela, 7 lutego 2010

         Uwielbiam programy o zbrodniach, poznawanie tajników dochodzeń policyjnych etc. To nic, że potem boje się iść do łóżka, a gdy już w nim jestem to obowiązkowo musi być na nocnej szafce jabłko z nożykiem ( ponoć większość ludzi nie uważa nożyka przy jabłku za rzecz służącą do obrony) a mój luby śmieje się i nazywa swoją waleczną amazonką. Z wielką radością przyjęłam powstanie kanału ID gdzie zbrodnie są praktycznie 24 godziny na dobę. Z jeszcze większą radością przyjęłam wydanie po polsku książki „Stulecie detektywów”. Co prawda miałam ciut inne wyobrażenie na temat jej treści jednak nie przeszkadza to bynajmniej w moich zachwytach nad książką. Zacznijmy jednak od początku.
Niewątpliwie książka ma ciekawą okładkę. Symbolizuje „zaproszenie” do mózgów detektywów, co faktycznie dzieje się podczas czytania książki. Kolejny plus za fantastyczny wstęp liczący 17 stron! Treść podzielona jest na 4 główne rozdziały, każdy zaś rozdział ma swoje podrozdziały. W spisie treści możemy dokładnie znaleźć, co znajduje się w każdym z nich, bez wertowania całej książki.
Jurgen Thorwald oprócz szerokiej wiedzy z zakresu kryminalistyki i historii posiada również zmysł literacki. Czyta się szybko i z zainteresowaniem. Pomimo dużej ilości nazwisk nie ma najmniejszego problemu z połapaniem się, kto jest, kim. Autor bardzo dokładnie wprowadza każdą postać do swojej historii. Aby zrozumieć dzieje kryminalistyki, trzeba przede wszystkim zrozumieć mentalność dawnych pokoleń, ich przekonania i wierzenia, warunki polityczne i ekonomiczne. Wszystko to znajdziemy w lekturze, zgrabnie połączone. Opisy procesów sądowych są odpowiednio łączone z przełomami, jakie niosły dla światowej kryminalistyki. Książka ukazuje wiele paradoksów dawniejszych wymiarów sądowych. Największym z nich jest przede wszystkim powstanie pierwszego biura policji kryminalnej w Paryżu, utworzonego przez dawnego więźnia. Zobaczymy jak łatwo było wygrać sprawę sądową, jeśli miało się znane nazwisko, wtedy z góry przyjmowano, że ten ktoś ma rację. Od zarania dziejów pieniądze były jakimś motorem napędzającym, kryminalistyka też bez nich dzisiaj nie byłaby taka sama. Wielokrotnie motorem byli bogaci zapaleńczy, którzy na własny koszt wyposażali swoje laboratoria nie zważając na ignorancję ze strony państwa. Czytając tą książkę niejednokrotnie miałam wrażenie, że czasy zacofania sądów i społeczeństwa nie minęły i tylko pozornie posunęliśmy się w rozwoju cywilizacji.
Pomimo żarliwości, z jaką czytałam wiem, że nie zapamiętam wszystkiego. Nie możliwością jest bym zapamiętała rzeczy szczególnie z chemii czy fizyki, których obecni detektywi uczą się latami. Bynajmniej nie przeszkadza mi to wcale. Książka daje możliwość poznania historii kryminalistyki i wyniesienia najważniejszych aspektów z niej. Nikt przecież nie oczekuję, że będę się uczyć odczynników poszczególnych trucizn czy sposobu ich wytwarzania.
Dzięki niej moja wiedza się poszerzyła, co niewątpliwie wpłynie na odbiór kolejnych kryminałów, które będę czytać. Pomoże też w ocenie doniesień prasowych na temat morderstw i tym podobnych spraw kryminalnych.
Jedyne, co mogę teraz zrobić to po raz kolejny polecić Wam książkę.

Pozycja zdecydowanie obowiązkowa dla lubujących się w kryminałach.
Polecam! 

12 komentarzy: